czwartek, 25 maja 2017

[13] marlboro CIGARETTES

Kiedyś napisałam jednej osobie, że jak napiszę tutaj smuta to porzygacie się słodkością. Ten gwałt się nie liczy, wybaczcie mi. Więc......................... (taktyczny wielokropek wpierdolu) czelendż akcepted, płaczcie z miłości.
______________________________
Miesiąc.
Minął miesiąc, podczas którego spotykali się po szkole i pracy, rozmawiając i ucząc się siebie nawzajem. Dokładniej się poznając. Słowami i ustami. Trzydzieści dni upewniania się, że wylądowali na tej samej tratwie w ich własnym oceanie miłości. Tylko oni dwoje, papierosy i miłość.
Trzydziestego pierwszego dnia siedzieli u Taehyunga w mieszkaniu, wśród zapalonych świeczek i słodkich pocałunków. Podobało im się to, co ich łączyło. Delikatność, słodycz i bezgraniczne zaufanie.
Jungkook ufał starszemu, wiedział że nie musi się go bać. Nigdy by go nie skrzywdził. Dbał o niego jak o największy skarb. Dlatego też z jego ust padło jedno zdanie, które kompletnie namieszało w głowie Kim Taehyunga.
- Tae - Jungkook mruknął słodko, patrząc prosto w oczy blondyna - Tae, kochaj się ze mną.
Młodszy wielokrotnie został brutalnie zgwałcony, Kim to wiedział. Teraz on miał pokazać mu, czym jest rozkosz i miłość cielesna. Wiedział, że to jest złe. Wiedział, że Jeon jest niepełnoletni, ale po prostu nie umiał mu odmówić.
Spojrzał na chłopca i przygryzł wargę, walcząc ze sobą. Z jednej strony chciał mu pokazać miłość, dotknąć i czule szeptać do ucha, z drugiej nie. Nie, po prostu nie. Jeszcze by go skrzywdził. Jungkook chyba zobaczył jego wahanie, bo w przypływie odwagi wdrapał mu się na kolana, chwytając jego policzki w swoje rączki.
- Hyung - Wydął dolną wargę, by następnie cmoknąć go czule w usta. Kusił go, igrał z ogniem. Jednak robił to tak subtelnie, niewinnie i słodko, że Taehyung po prostu się pod nim topił - Proszę...
Kim na niego spojrzał. Badał wzrokiem jego twarz, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Miał przy sobie anioła, pięknego anioła. Najpiękniejszego ze wszystkich. Miał okazję dotknięcia go, zbadania tego dzieła sztuki z bliska, poznania struktury jego skóry, pochłonięcia wzrokiem całego porcelanowego ciałka, ale po prostu się bał. Nie chciał go zranić, zrazić do siebie, skrzywdzić. Jednak gdy widział to proszące spojrzenie... on po prostu uległ.
Położył dłonie na jego biodrach, delikatnie i z czułością. Oparł swoje czoło o te jego i zaczął gładzić kciukami jego skórę.
- Gdyby cokolwiek się działo, po prostu powiedz, żebym przestał - Wyszeptał, poddając się. Jeon gorliwie pokiwał głową, czując jak jego serduszko przyśpiesza. Chciał tego, chciał Taehyunga, chciał przestać się bać.
Blondyn złączył ich wargi w długim pocałunku, który z każdą chwilą zmieniał się na bardziej pożądliwy, nie przestając być słodkim. Każdy ich pocałunek był po prostu przepełniony urokiem, tak bardzo, że Jungkook czując wargi mężczyzny na swoich miał ochotę krzyczeć i piszczeć jak zakochana nastolatka. Którą w sumie był. Ale w wersji męskiej.
Nogi młodszego oplotły Tae w pasie, a ten wykorzystał to i przeniósł ich do sypialni, po drodze uważając, by przypadkowo nie uderzyć o coś Jeona. Delikatnie ułożył go na pościeli i zawisł nad chłopcem, wzrokiem skanując jego twarz.
To była kolejna różnica między mężczyzną którego kochał, a mężczyzną którego nienawidził. Ten pierwszy robił wszystko z rozczulającą czułością, dbając o to, by nastolatkowi było dobrze, by zasmakował nieba. Ten drugi kompletnie nie liczył się z jego uczuciami, traktując go jak zabawkę (którą dla niego był).
Taehyung ustami muskał szyję chłopca. Składał na niej motyle pocałunki, czasami delikatnie przygryzając skórę we wrażliwych miejscach. Mniejszy cicho wzdychał, odchylając głowę w bok, by dać mężczyźnie większe pole do popisu. Swoje małe dłonie miał zarzucone na kark blondyna, od czasu do czasu zaciskając paluszki na końcówkach kosmyków ukochanego.
- Jesteś tak cholernie śliczny, Jungkook - Słowa Tae wywołały soczyście czerwone rumieńce na policzkach chłopca. Kiedy on to mówił, Kookie naprawdę w to wierzył. Czując na sobie spojrzenie mężczyzny czy jego dotyk po prostu wiedział, że dla niego jest piękny. Chciał to czuć zawsze, chciał być pięknym chłopcem Taehyunga, potrzebował tego tak mocno, że aż go bolało.
Duże dłonie Tae kojąco wędrowały po jego ciele, wsuwając się pod różową koszulkę czy zaciskając na biodrach. To było dla niego naprawdę dużo. Idealne usta i idealne dłonie, dotykające tylko jego. Jego serduszko trzepotało, gdy blondyn co chwilę pytał go, czy jest dobrze i czy chce dalej.
Chciał. Boleśnie mocno chciał. Różowy materiał zniknął z jego ramion, rzucony gdzieś do tyłu. Normalnie już by się zasłonił, ale on naprawdę nie bał się ani nie wstydził blond mężczyzny nad nim, będąc zbyt mocno zaabsorbowanym jego oczami. Starszy wodził ustami po pięknym ciele Jungkooka, starając się trzymać resztek samokontroli, które jeszcze w nim zostały.
Dotykał anioła. Mój boże, dotykał uosobienia piękna i jego własnych marzeń. Ba, to Jungkook był jego marzeniem. Był tak cholernie szczęśliwy, zsuwając z jego ud ciasne spodnie i obsypując te boskie nogi pocałunkami. Miał swoje własne dzieło sztuki na wyłączność. Tylko teraz i prawdopodobnie tylko raz, ale trudno. Nie wiedział, że ten jeden raz miał zamienić się w milion innych, słodkich razów.
Chłopiec pod nim wciągnął powietrze, gdy ucałował wewnętrzną stronę jego uda, zaraz unosząc się na łokciach i obracając się tak, że siedział na biodrach starszego. Patrzył na niego z gwiazdami w oczach i Taehyung mógł przysiąc, że w tamtym momencie po prostu spadł z tratwy u zaczął topić się w oceanie miłości do tego siedemnastolatka. I nie miał nic przeciwko dopóty, dopóki ten ocean nosił imię anioła, siedzącego na jego biodrach.
Jungkook rozpinał guziki koszuli mężczyzny, posyłając mu niewinne spojrzenia. Zsunął materiał z szerokich ramion Taehyunga i pochylił się, zasysając się na jego szyi. Bo chciał, by każdy wiedział, że Taehyung przez ten jeden wieczór był tylko jego. Poruszył biodrami, wywołując gardłowy jęk Kima.
Po chwili znowu wylądował na dole, wzrokiem badając twarz mężczyzny, którego bądź co bądź, kochał. Zatopił dłoń w jego włosach i mocno za nie pociągnął, gdy Tae pocałował go tuż nad linią jego bokserek.
Długimi palcami złapał za gumkę i spojrzał w oczy chłopca, chcąc upewnić się, że jest dobrze. Kookie pokiwał głową, jakby czytając mu w myślach. Nie wahał się dłużej i ściągnął z bruneta ostatni zakrywający go materiał.
- Tak cholernie piękny - Wyszeptał, rozszerzając nogi chłopca i owiewając jego wejście ciepłym oddechem. Zadrżał i zacisnął oczy.
Na ułamek sekundy poczuł strach. Przypomniał sobie dotyk jego prześladowcy, ból i upokorzenia. Zaraz później poczuł delikatny dotyk na policzku, więc otworzył oczy i spotkał ten czuły wzrok. Jego serce stanęło, by zacząć bić jeszcze szybciej zaledwie po chwili.
- Jest dobrze, Tae - Szepnął uspokajająco i uśmiechnął się lekko. Było dobrze. Nie byli u niego w domu, Taehyung nie był gwałcicielem, a on chciał. Chciał i cholernie kochał mężczyznę nad nim.
- Jesteś śliczny Kookie - Szepnął blondyn, patrząc mu głęboko w oczy - Śliczny i tylko mój - Przygryzł płatek jego ucha i na chwilę się od niego oderwał. Sięgnął dłonią do szafki,  wyjmując z niej brzoskwiniowy lubrykant i natychmiast wrócił do chłopca. Spojrzał na niego (tak samo intensywnie, z miłością i czułością w oczach. Kookie lubił to spojrzenie) - Na początku będzie cię troszkę boleć, jednak zrobię wszystko, byś tego nie poczuł. Później będzie naprawdę przyjemnie - Pogłaskał policzek Jeona, który pokiwał niepewnie głową.
Ufał Taehyungowi.
Mężczyzna otworzył butelkę i wylał trochę cieczy na swoje palce. Obdarzył swojego aniołka długim spojrzeniem i zarzucił sobie jego łydki na ramiona, by mieć do niego lepszy dostęp. Obsypał jego uda kolejną partią słodkich pocałunków, na końcu układając wargi na wejściu chłopca. Najdelikatniej jak potrafił, wsunął w niego jeden palec do pierwszej kostki i usłyszał ciche syknięcie ze strony jego słoneczka.
Bolało, tylko trochę. Jungkook wiedział, że to był dopiero początek, ale nie narzekał. Świadomość, że za chwilę będzie najbliżej Taehyunga jak tylko się da, sprawiała, że on naprawdę nie odczuwał dyskomfortu. Przynajmniej teraz.
Kim wsunął palec do końca, wsłuchując się w anielskie dźwięki słodkiego siedemnastolatka. Wolno poruszał palcem, po chwili dodając drugi. Krzyżował je, wyginał, robił wszystko, by jak najlepiej przygotować Kookiego. Po kilku minutach dodał trzeci, a brunet już czuł się jak w niebie, bo cholera, dłonie Taehyunga były idealne, a to, co potrafił z nimi zrobić...
- Tae - Jęknął siedemnastolatek, wyginając plecy w łuk. Cholera, blondyn mógł słuchać tych jęków codziennie. Były piękne. Jungkook był piękny.
Wysunął z niego palce, a młodszy sapnął na nagłe uczucie pustki. Taehyung ściągnął swoje bokserki, patrząc zadziornie na Jungkooka, który zachłysnął się powietrzem. Jezus maria, jak on ma zamiar to w niego wsadzić?
- Na pewno? - Spytał jeszcze raz Taehyung, wyczekująco patrząc na nastolatka. Naprawdę był w stanie teraz przestać i odsunąć się od Kooka, słysząc tylko jedno "nie". Nie chciał go poganiać, chciał go kochać kiedy tylko Jungkook będzie na to gotowy.
Ale on już wiedział. Pewnie pokiwał głową, wypuszczając z ust drżący oddech. Zamknął oczy. Słyszał, jak Taehyung coś robi, ale nie chciał widzieć. Starał się opanować rosnący strach, chociaż serce waliło mu jak młotem, a żołądek nerwowo ściskał się ze zdenerwowania.
Taehyung zawisł nad nim i złączył ich dłonie, splatając palce. W tamtym momencie młodszy przestał odczuwać jakikolwiek lęk. Patrzył na swojego mężczyznę, czuł jego dotyk, jego miłość. Kim złączył ich usta w długim, tęsknym pocałunku, który cały aż krzyczał miłością.
Blondyn delikatnie wszedł w mniejszego, który krzyknął w jego usta. Przestraszony, odsunął się kawałeczek, wycierając łezki z jego policzków i wtulając w siebie ciałko chłopca. Gładził go po plecach i czekał, aż jego aniołek się przyzwyczai. Cierpliwie czekał, trzymając przy sobie najpiękniejszą istotkę na całym świecie. Ba, to Jungkook był jego światem.
- Już - Usłyszał. Delikatnie poruszył się w mniejszym, pozwalając sobie na gardłowy jęk.
- Kookie - Wyszeptał młodszemu do ucha - Jesteś aniołem, wiesz?
Teraz Jeon czuł się naprawdę cudownie. Był tak blisko Taehyunga, który dawał mu ogromną przyjemność, wolno ruszając biodrami. Miał wrażenie, że on też wpadł do bezgranicznie głębokiego oceanu miłości. Ale było dobrze. Było dobrze, bo kochał Taehyunga.
I nie zamierzał przestawać.
Imię starszego raz po raz opuszczało jego usta, dłonie ciągnęły za blond kosmyki jego własnej definicji perfekcji. Mięśnie zaciskały się kurczowo na Taehyungu, gdy blade nogi siedemnastolatka oplatały go w pasie. Było im dobrze, tak cholernie idealnie. Pokazywali sobie niebo, uzależniali się od siebie. Widzieli w swoich oczach gwiazdy, każdy dotyk wywoływał pożar w ich sercach.
Sercach, bijącym jednym rytmem. Puk puk, puk puk.
- Słodki jezu - Taehyung warknął, bo kurwa, Jungkook przyjmował go tak dobrze, w dodatku wyglądał pod nim tak piekielnie ślicznie, że na sam jego widok był na szczycie. Chłopiec wykrzyknął jego imię i wygiął plecy w łuk, dochodząc.
To Taehyung do tego doprowadził, to z imieniem blondyna na ustach zasmakował nieba. To dla Taehyunga chciał walczyć i to do starszego należał. Bo był tylko jego, oboje to wiedzieli.
Tego jednego wieczoru, tej jednej nocy należeli do siebie nawzajem.
Kilka ruchów biodrami, najsłodszy widok pod nim i mężczyzna doszedł, spuszczając się w prezerwatywę. Opadł obok chłopca, ciężko dysząc i spojrzał w bok.
Duże, brązowe oczy patrzyły na niego z tym czymś, wywołując ciarki na jego plecach. Drobna dłoń kreśliła szlaczki na jego klatce piersiowej, sprawiając, że się uśmiechał. Miał obok siebie dzieło sztuki, które sprawiało, że szalał.
Wyszedł z niego i wyrzucił prezerwatywę do kosza, zaraz wracając do ukochanego. Położył się obok, okrył ich kołdrą i objął siedemnastolatka ramionami, całując go w czoło.
Ich nogi były splecione, podobnie jak dłonie. Wtulali się w siebie, słuchając bicia swoich serc. I choć żaden nie powiedział tego na głos, wiedzieli.
Na usta cisnęły im się dwa słowa, które postanowili zachować na lepszy moment. Jednak już wiedzieli. Kochali siebie, do bólu, bezgranicznie i do końca.
_________
- Dzień dobry - Cichy głosik przerwał jego rozmyślania. Odwrócił się w jego stronę i zamarł. W drzwiach do kuchni stał Jungkook z roztrzepanymi włosami i zbyt dużą koszulą Tae na ramionach. Starszy mógł przysiąc, że Kookie w jego ubraniach doprowadzał go do szału. Trzy pierwsze guziki biało-niebieskiej tkaniny były rozpięte, odsłaniając wyraźne obojczyki siedemnastolatka. Spod koszuli wystawały mleczne nogi Jeona, dodając mu uroku jak i seksapilu. Taehyung nawet nie zauważył, że się na niego gapił, dopóki policzki chłopca nie oblały się soczystą czerwienią. Potrząsnął głową i podszedł do bruneta. Ułożył rękę na jego talii i słodko ucałował w usta.
- Dzień dobry, aniołku. Jak się spało? - Spytał, opierając brodę na głowie młodszego. Ten wtulił się w niego, zaciągając się zapachem Taehyunga.
- Bosko - Odpowiedział i posłał Tae szczery i rozczulający uśmiech.
- Cieszę się. Robię nam coś do jedzenia - Kim zauważył, że oczy Jungkooka jeszcze bardziej rozbłysły na wzmiankę o jedzeniu, więc cicho się zaśmiał i pociągnął chłopca za rękę w stronę wyspy kuchennej.
________
- Co ty na to, by gdzieś ze mną wyjść? Na randkę? - Sehun stał obok Jeona, trzymając jedną rękę na jego ramieniu. Brunet nie czuł się komfortowo. Nie mógł poradzić nic na to, że jedyną osobą której się nie bał, był Kim Taehyung.
- Sehun, przepraszam - Przesunął wzrokiem po ludziach stojących pod szkołą - Ale już kogoś mam.
Blondyn nie mógł udawać, że nie widzi jak oczy jego crusha zaczynają błyszczeć  na czyjś widok. Nie mógł udawać, że nie widzi radości, z jaką Jungkook szedł do tego kogoś. Widział też ten delikatny sposób, w jaki obcy mu mężczyzna kładł dłonie na biodrach bruneta. Widział ich słodki pocałunek, splecione dłonie i ufne spojrzenia. Widział też paczkę Marlboro w kieszeni blondyna.
Widział ich miłość, nałóg i zaufanie.
_____________
Yup, pisałam to chyba 6 razy. Raz mi się usunęło, trzy razy mi coś nie pasowało i raz na brudno. Never again, nie umiem w smuty. Jak tam feelsy? Umarliście już? Bo ja tak. Z wyczerpania. Nie spałam jedną noc pisząc to. Rozdział był na 4k słów ale nie, wattpad mnie nie lubi i mi usunął. Więc jest na połowę mniej, bo nie umiałam już napisać tego, co tam, za co z całego serduszka przepraszam, eh.
xVx.

środa, 24 maja 2017

[12] lucky stike CIGARETTES

Siedemnastolatek nie czuł się bezpiecznie, siedząc na swoim łóżku. Jego ciało się trzęsło od szlochu, zimna i bólu. Chciał stamtąd wyjść, ale niby gdzie by się udał? Pociągnął nosem i wolno zsunął się z łóżka, ubierając na siebie ogromny sweter Taehyunga (który nawet na swojego właściciela był za duży). Ubranie sięgało mu za kolana, więc nie kwapił się w ubieraniu spodni, wiedząc, że po prostu nie ma na to siły. Po cichutku zwlekł się ze schodów i wsunął na stopy pierwsze buty z brzegu. Starając się nie krzyczeć z rozrywającego go bólu otworzył drzwi i wytoczył się na klatkę. Za pomocą windy dostał się na parter i wolnymi, obolałymi krokami skierował się przed siebie.
Po jego nogach ściekała krew wymieszana z gęstą, białą substancją, gdy je podnosił i stawiał kawałek dalej, krok po kroku. Łzy kapały z jego brody, rozmazując mu widok, więc był zdany tylko na własną intuicję. Jego umysł głośno krzyczał "boli" nie dając mu się skupić. Gdzieś w połowie drogi nie wytrzymał i upadł na gołe kolana, zdzierając sobie skórę. Jego ramiona poruszały się spazmatycznie, gdy dusił się łzami, nie mając siły, by wstać. Podniósł głowę i pozwolił, by jego serce zabiło szybciej.
Na końcu ulicy znajdował się blok z mieszkaniem Taehyunga. Była trzecia w nocy, mężczyzna prawdopodobnie spał, ale to było jedyne miejsce, gdzie mógł poczuć się bezpiecznie. Nawet, jeśli miał spędzić tą noc pod drzwiami.
Znalazł w sobie resztki silnej woli i dźwignął się na nogi, kierując się do wejścia na klatkę. Oparł się o drzwi i spojrzał na domofon, pociągając nosem. Znał kod, więc szybko go wpisał i wtoczył się na klatkę. Spojrzał na schody, które wydały mu się być pięć razy większe niż naturalnie i jęknął żałośnie. Chwycił się poręczy i wtaszczył swoje ciało na górę, dalej szlochając. Ból przysłaniał mu widok, dodatkowo ciągle czuł na sobie krew i spermę swojego gwałciciela.
Stanął przed drzwiami do mieszkania mężczyzny i zawahał się. Co mu powie, jeśli otworzy drzwi? Jak ma się zachować?
Był w stanie położyć się pod drzwiami i po prostu zemdleć z bólu. W przypływie nagłej odwagi nieśmiało nacisnął dzwonek, pozwalając, by dźwięk przedarł się przez ciszę. Nikt mu nie odpowiedział, spodziewał się tego. Wpatrywał się w drewnianą powierzchnię drzwi, aż usłyszał ciche kroki. Po chwili ktoś przekręcił zamek i uchylił drzwi.
- Co do chu- - Yoongi urwał i zmierzył Jungkooka badawczym spojrzeniem. Zacisnął wargi i otworzył drzwi szerzej, wpuszczając nastolatka do środka. Bez słowa poszedł do sypialni swojego przyjaciela i brutalnie potrząsnął jego ramieniem.
- Ja pierdole, idioto. Czego chcesz? - Burknął zaspany Taehyung, nie otwierając oczu.
- Jungkook przyszedł - Powiedział poważnie Min. Tyle wystarczyło. Tae poderwał się z łóżka jak poparzony i pobiegł do przedpokoju, od razu doskakując do podpierającego się o ścianę Jeona.
- Gukkie, co cię stało? - Spytał cicho, wciągając nastolatka do salonu. Zapalił światło i zamarł.
Włosy siedemnastolatka były poszarpane i rozwalone na wszystkie strony. Z jego ślicznych, brązowych oczu płynęły łzy. Policzki pokrywały mokre ślady, co chwilę pociągał nosem. Usta miał spierzchnięte, co chwilę nerwowo je przygryzał, gdy wydostawał się z nich urywany szloch.
Na chude ciałko zarzucony miał jasno niebieski sweter Taehyunga, który co rusz zsuwał mu się z kościstych ramion, odsłaniając bladą skórę pokrytą malinek. Następnym, co zobaczył Taehyung była krew i biała ciecz na jego nogach. W tamtym momencie wiedział. Wiedział, że ktoś dotknął jego aniołka, tak po prostu podszedł i odważył się zniszczyć dzieło sztuki, którym młodszy był. Poczuł furię i tylko dlatego, by nie przestraszyć chłopca jeszcze bardziej, nie rozwalił mieszkania.
Uklęknął przy nim i nieśmiało chwycił go za drobną dłoń. Spojrzał na Yoongiego i cicho poprosił, przy przyniósł jakieś ubrania. Najstarszy pokiwał głową i wyszedł, zostawiając ich samych w salonie.
- Nie płacz, słońce - Wyszeptał blondyn i starł łzy z jego policzków. Zaledwie chwilę później spłynęły po nim kolejne strugi - Jungkookie. Chodź, pójdziemy cię umyć, żebyś poczuł się lepiej. Ubierzesz się w coś wygodnego i później mi powiesz, dobrze?
Jungkook pokiwał głową. Pozwolił się podnieść i zanieść do łazienki, wtulając się w tors mężczyzny. Moment kulminacyjny nadszedł, gdy Taehyung zaczął go rozbierać. Wszystko do niego wróciło, zaczął krzyczeć i odtrącać od siebie kochające dłonie dwudziestolatka. Nie myślał racjonalnie, przed oczami miał tamtego faceta, który bezwstydnie go dotykał.
Uspokoił się dopiero po dwudziestu minutach. Siedział na kolanach Taehyunga, ściskając w dłoni jego koszulkę. Blondyn szeptał mu do ucha uspokajające słowa, gładząc jego plecy i całując go w czubek głowy. Jungkookowi zrobiło się wstyd. Tak cholernie wstyd. Bał się jedynej osoby, której tak naprawdę mógł zaufać.
- Jungkook, posłuchaj. Musisz się umyć. Nie będę patrzeć, obiecuję - Powiedział kojąco, gdy zobaczył, że chłopiec się uspokoił.
- Przeprasz-am - Wyszeptał słabo chłopiec i pozwolił Taehyungowi ściągnąć z siebie sweterek.
Mężczyzna bez słowa położył Kooka w wannie, w której była letnia woda. Zapytał, czy chłopiec da sobie radę, po czym wyszedł z łazienki i poleciał do kuchni. Zrobił sobie kawy i czekał. Po kilku minutach obok niego usiadł Yoongi, patrzący pustym wzrokiem w przestrzeń.
- Jak można być takim skurwielem? - Wyszeptał sam do siebie, zabierając Taehyungowi kawę.
Tej nocy nikt z tej trójki nie zasnął, czuwając nad Jungkookiem i słuchając tego, co chłopiec im mówił.
________
Sbksbsisnsksbs wyrobiłam się. Życzcie mi powodzenia z następnym rozdziałem i wyczekujcie 👉😏👉
xVx

wtorek, 23 maja 2017

[11] L&M CIGARETTES

Nie bijcie mnie
_________________


Było już późno. Jungkook drżał, było mu zimno, ale bał się wstać i zamknąć okno. Gdyby tylko się poruszył, koledzy jego ojca zapewne by go usłyszeli, a tego nie chciał. Więc dygotał na łóżku, przykryty cienką kołdrą, w równie cienkiej piżamie. Zaciskał oczy, jakby chcąc zniknąć, wrócić do Tae. Na samą myśl o cieple mężczyzny zrobiło mu się lepiej, lżej. Przetrwa tą noc by jutro spotkać się z blondynem i skraść z jego ust kilka słodkich pocałunków.
Głosy na dole ucichły. Poszli sobie? Kroki. To było następną rzeczą, którą słyszał Jungkook i zamarł. Kroki na schodach prowadzących na piętro. Jedyną osobą która była na piętrze był on. Wstrzymał oddech i mocniej zacisnął oczy, błagając, by nie sprawdziło się to, o czym myślał.
Drzwi do jego pokoju się otworzyły i w tamtym momencie Jungkook po prostu umarł. Zobojętniał, wiedział co się stanie, wiedział, że znowu będzie się siebie brzydził. Nie ma sensu krzyczeć czy się wyrywać. Nie ma po co, nie ma dla kogo i tak nikt go nie usłyszy. Tak było zawsze. Czy teraz też tak jest? Teraz jest Taehyung. Ma po co krzyczeć i się wyrywać, więc gdy tylko On odkrywa kołdrę, podskakuje i chce uciec jak najdalej.
Jakby już zapomniał jaki On jest silny. Łzy cisną mu się do oczu, gdy mężczyzna przesuwa dłońmi po jego biodrach, podwijając mu koszulkę od piżamy. Obrzydliwie dotyka tego samego ciała, które jeszcze wczoraj było dotykane z miłością i delikatnością.
Jungkook krzyczy i prosi by go zostawił. Już nie jest jego, On już nie ma prawa go dotykać, więc dlaczego? Zimno owiewa go jeszcze bardziej, gdy jego koszulka ląduje na podłodze, już nie powstrzymuje łez. Szarpie się, wyrywa - wszystko na nic. On trzyma go w kurczowym uścisku i nie ma zamiaru go puścić. Ustami sunie po jego klatce piersiowej, boleśnie zagryzając się w kilku miejscach, wsłuchując się w szloch dzieciaka. Dopiera do gumki jego spodenek i szybko je z niego zszarpuje, zerkając w górę. Na chwilę, krótką chwilę się zatrzymuje i po prostu patrzy na syna swojego przyjaciela. Patrzy na jego wykrzywioną w smutku twarz, na oczy roniące łzy. Patrzy na to dziecko i widzi, że coś się zmieniło. Jego postawa jest inna, wyrywa się bardziej niż zwykle błaga, jakby na kimś mu zależało. Jakny kogoś kochał.
To do niego dociera, uderza go prosto w twarz. Jego dziwka się w kimś zakochała. Następnym co czuje jest furia, cholerna złość, bo śmiał się oddać komuś innemu niż on. Będzie dla niego wyjątkowo ostry. Zbruka go, zniszczy, udowodni, że nie ma prawa pragnąć kogoś innego. Zrywa z niego bieliznę i jedną ręką przytrzymuje obie dłonie chłopca. Chłonie wzrokiem jego nagie ciało, dalej będąc tak cholernie złym. Jego, jego. Cały tylko jego. Szybko się rozbiera i patrzy na Jeona z kpiącym uśmiechem. Nachyla się i cmoka go w policzek, pozbywając się jego łez. Oblizuje wargi i następnym co robi, jest brutalne wejście w chłopca.
Kompletnie na sucho, bez przygotowania, bez niczego. Po same jądra. Przerażający krzyk przeszył powietrze. Jungkook wił się pod nim z ogromnego bólu, zdzierał sobie gardło i płakał.
Aż w końcu zabrakło mu sił. Z jego ust wydobywały się tylko słabe charkoty, łzy spływały ciurkami na poduszkę, gdy tak po prostu pozwalał się rżnąć. Nie miał siły ruszyć ręką, nogą, głową. Ledwo zamknął oczy, wyobrażając sobie, że On go nie dotyka, że siedzi przy osobie którą kocha. Przypomniał sobie jego słodkie pocałunki ten piękny uśmiech, którym Tae obdarzał tylko jego.
Teraz to wszystko prysło. W jego mózgu była tylko pustka, ostro kontrastująca z ogromnym bólem. Cierpiał katusze, on po prostu umierał pod tym mężczyzną, nie będąc w stanie złapać oddechu, gdy On ściskał go za szyję, podduszając.
Chciał umrzeć, w tamtym momencie chciał umrzeć tak cholernie mocno. Nie wychwycił nawet momentu, w którym On jęknął gardłowo i wyszedł z niego, łapiąc za ramiona i jak szmacianą lalkę, rzucając nim o ścianę.
Ból. Z jego tyłka leciała krew i coś, czym tak cholernie się brzydził. Nic nie warty śmieć. Bolało. Tak bardzo go bolało, ale nie mógł znaleźć ukojenia w niczym.
Nie potrafił sobie przypomnieć delikatnego dotyku mężczyzny, którego kochał. Teraz pamiętał tylko ból.

poniedziałek, 22 maja 2017

[10] kent CIGARETTES

If you gave me a chance I would take it
It's a shot in the dark, but I'll make it
Know with all of your heart, you can't shame me
When I am with you, there's no place I'd rather be.

Piosenka cicho leciała w tle, podczas gdy oni siedzieli na kanapie, ufnie wpatrując się w swoje oczy. Na ich twarzach widniały słodkie uśmiechy. Oboje nie chcieli się przyznać, ale właśnie te słodkie uśmiechy i ufne spojrzenia były tylko ich. Określały ich własny świat, subtelnie ich otaczały budując zaufanie, szczerość i miłość. Nie potrzebowali niczego więcej. Wystarczała im butelka czerwonego wina, romantyczne piosenki i śmiechy przecinające powietrze. Delikatne dotyki, motyle pocałunki, niewypowiedziane słowa, których wcale nie trzeba było wyciągać teraz na światło dzienne.
Jungkook patrzył na starszego z iskierkami w oczach, gdy ten nucił mu Rather Be nachylając się nad nim. "When I am with you, there's no place I'd rather be".
Tu, w ramionach Kim Taehyunga czuł się kochany, szczęśliwy i wolny. Cholera, chciał z nim zostać do końca swojego życia, chciał trwać przy nim, słuchać jego głosu, kochać go, całować, przytulać i mieć tylko dla siebie. Z każdym dniem, każdym wypalonym przez nich papierosem zakochiwał się coraz bardziej i bardziej, zapominając o konsekwencjach.
A Taehyung chciał czule dotykać młodszego, chciał wywoływać uśmiech na jego twarzy. Gdy widział jak ten drobny, zniszczony chłopiec cieszy się z jego obecności po prostu pozwalał sobie odpłynąć, zanurzyć się w miłości do Jungkooka.
- Dopóki jesteśmy razem, nie ma innego miejsca w którym chciałbym być - Zanucił, wciągając chłopca na swoje kolana. Gdy widział na jego ustach rozkoszny uśmiech, po prostu kochał. Policzki Jeona pokryły się słodkim rumieńcem. Ta piosenka, ten wers tak idealnie opisywał to, co czuli oboje. Blondyn niespiesznie złączył ich wargi. Jungkook objął jego szyję ramionami, usadawiając się na nim wygodnie. Duże dłonie Tae spoczywały na jego biodrach, delikatnie je gładząc.
Poruszali ustami w swoim własnym rytmie, słodko, wolno i z pełnym wczuciem. Prawdopodobnie, gdyby w tamtym momencie w ziemię pieprznęła kometa, oni i tak by się od siebie nie oderwali.
Gdy zaczęło brakować im powietrza oderwali się od siebie. Taehyung patrzył prosto w oczy jego aniołka i miał ochotę wykrzyczeć całemu światu jak bardzo go pokochał.
***
Świat wydawał się być piękniejszy, gdy stali na balkonie stykając się ramionami i paląc, w świetle zachodzącego słońca. Zaciągali się dymem, wypuszczając go w swoją stronę. Było swobodnie, delikatnie i tak cholernie pięknie. Nawet jeśli się truli, jeśli mieli się przeziębić przez stanie w tamtym miejscu. Było pięknie i to wszystko było tylko ich. Stojąc tam i paląc oni po prostu stali się jednością. Przywiązywali się do tego. Do ciepła drugiej osoby, do gryzącego dymu, który nabrał słodkiego smaku, do wzajemnego dotyku i motylich pocałunków.
Od zawsze tego potrzebowali, pragnęli kochać. A teraz proszę, los podsyła ich sobie wzajemnie by darzyć się tym uczuciem. Więc teraz nie potrzebowali kochać. Tamtego dnia, każdego następnego potrzebowali tylko siebie.

I found a love for me
Darling just dive right in, and follow my lead
I found a boy, beautiful and sweet
I never knew you were the someone waiting for me.

niedziela, 21 maja 2017

[9] gauloises CIGARETTES

- Masz śliczne włosy - Mruknął Taehyung,
palcami przeczesując ciemne kosmyki chłopca. Ten uroczo zmarszczył nosek, ufnie wtulając się w ciało starszego. Zachowywał się dzisiaj nerwowo, chcąc coś powiedzieć. Wstydził się swojego zachowania, jego ojciec wylądował w szpitalu, a on bezczelnie się z tego cieszył.
- Wiesz, Taehyungie, chciałem ci coś powiedzieć - Zaczął niepewnie, palcami rysując wzorki na odkrytej klatce piersiowej właściciela mieszkania.
- Mhm - Mruknął Taehyung, starając się stłumić uśmiech, spowodowany bliskością siedemnastolatka.
- Mój ojciec wylądował w szpitalu - Wyszeptał Jungkook, naprawdę za wszelką cenę nie chcąc brzmieć, jakby się cieszył.
Nie mógł nic poradzić na to, że na samą myśl o śmierci mężczyzny robiło mu się lekko na duszy. Ten gnój znęcał się nad nim od lat, Taehyung w pewnym sensie rozumiał radość Jeona. Uśmiechnął się lekko i pocałował bruneta w skroń, przymykając oczy. Było mu z nim dobrze, ze wzajemnością.
Ich serca szalały, wybijały nieznane im dotąd rytmy. Nie byli źli, zmęczeni, nie - byli zauroczeni, tak beznadziejnie zapatrzeni w sobie. Przyjemne ciarki rozchodziły się po ich plecach z każdym najmniejszym dotykiem, mózg stwierdzał "pieprzyć to", gdy ich wargi się ze sobą stykały, nawet ten upierdliwy głos w głowie Taehyunga się zamykał, gdy był blisko Jungkooka. Tak, popadał w coraz większe zauroczenie tym dzieciakiem. Czy miał zamiar coś z tym zrobić? Nie, definitywnie nie.
- Co mu się stało? - Spytał w końcu Tae. Młodszy tylko wzruszył ramionami. Szczerze, to go to nie obchodziło. Niech sobie tam zdycha z byle jakiego powodu, jemu to wisi. Niech tylko nikt więcej, nikt oprócz Taehyunga go nie dotyka.
Spojrzał w górę, w te przepełnione miłością oczy. Tu było jego miejsce, tu Jungkook mógł się uśmiechnąć, wziąć głęboki oddech, czerpać przyjemność i poczuć się kochanym. Taehyung nie dotykał go w ten sposób, nie pośpieszał. Jungkook odwzajemniał się słodkimi pocałunkami, najpiękniejszym uśmiechem i niesamowitą ufnością.
Kilka godzin później Taehyung stał na balkonie, między palcami trzymając papierosa. Gauloises. Prychnął, nie lubił ich tak samo jak belwederów, jednak mimo to, to właśnie gdy palił to gówno spotkał swoje słońce. Uśmiechnął się na to wspomnienie i cicho westchnął, zaciągając się. Chude rączki oplotły go w pasie, a on nawet się nie wzdrygnął, wiedząc, że to Jungkook. Chodzący i najpiękniejszy na całym świecie anioł.
Nie musieli rozmawiać, nie musieli palić, nie musieli się całować, po co im to było, skoro mieli siebie tutaj, teraz. Obejmujących się na balkonie, patrzących sobie w oczy, coraz bardziej zakochujących się z więzi, która ich łączyła, coraz bardziej zakochując się w sobie.
Śmierć, nałogi, wyjazdy, praca czy szkoła, to nie było ważne. Gdy mieli siebie nic, do cholery nic nie mogło odebrać im szczęścia, a gdy tylko czemuś pozornie się to udawało, natychmiast jedno z nich pomagało temu drugiemu. Bo na tym polega miłość, prawda?
Więc czy Taehyung zakochał się w tym dzieciaku, opierającym się o barierkę balkonu, palącym jego papierosy? Czy zakochał się w siedemnastolatku o kruchym ciałku, które okrywała teraz jego bluza?
Czy Jungkook kochał mężczyznę, który pokazał mu zaufanie i wszystko co teraz miał? Czy kochał czuć jego zapach, jego ubrania na sobie, jego ramiona, czule go obejmujące? Czy go kochał?
Oboje nad tym myśleli i w mniej więcej równym czasie, gdy spojrzeli sobie w oczy, wiedzieli.
Tak.
______________
Zrobiłabym maraton ALE mi się nie chce ewh

sobota, 20 maja 2017

[8] dunhill CIGARETTES

" Woda wiedziała więcej o nas niż my sami;
Że to ostatnia nasza schadzka pod drzewami
Wysokimi nad rzeką, która w wolnym biegu
Fal odbijała nasze postacie na brzegu,
Siedzące w ostatniego słońca bladym błysku,
Na chwastami obrosłym świątyni zwalisku.
W głębokim bezprzeczuciu słuchaliśmy w ciszy,
Za czym tęskni, jak w chmurach płonących wysoko
Wszystkich kształtów dopatrzy się marzące oko.
Lecz woda znała przyszłość, jawiąc nam rozlewne
Odbicia nasze, zmienne i chwili niepewne,
Zwierciedląc usta nasze w swej ciemnej głębinie,
Złączone w pocałunku pierwszym - na ruinie" *
Jungkook wyszedł z łazienki w odrobinę zbyt dużej koszulce Tae i czystej bieliźnie. Starszy bardzo dokładnie widział jego szczupłe nogi, pokryte siniakami. Chłopiec roztrzepał mokre jeszcze włosy ręką i podszedł do właściciela mieszkania. Usiadł obok niego na kanapie i rozejrzał się. Ostatnim razem, gdy tu był, niespecjalnie miał czas na przeskanowanie pomieszczenia wzrokiem. Czuł na sobie palące spojrzenie Taehyunga, ale musiał pomyśleć, co może powiedzieć, a czego nie.
Ciepła i duża dłoń blondyna spoczywała na udzie dzieciaka. Leciutko, prawie niezauważalnie gładził miękką skórę palcami, jednak oboje to czuli. Taehyung przyglądał się tej drobnej istotce, nie mogąc powstrzymać uśmiechu cisnącego mu się na usta. Bo Jungkook, mimo tych wszystkich siniaków i malutkich blizn dalej był tak bardzo piękny. Mimo to, ciemne ślady kompletnie nie pasowały do jasnej skóry chłopca i Taehyung naprawdę chciał go zobaczyć bez tych wszystkich siniaków.
Jungkook złapał palcami za kciuk u prawej dłoni starszego, patrząc mu głęboko w oczy. Bał się o tym mówić, nie chciał, by ktokolwiek wiedział, ale czuł, że Kim Taehyungowi można zaufać. Dlatego po chwili zaczął mówić, choć jego głos bardzo drżał i co chwilę się załamywał.
- J-ja mam dość nieciekawą sytuację w domu - Wyszeptał i pociągnął nosem, naprawdę nie chcąc płakać - Moja mama się mną nie przejmuje - Przypomniał sobie te wszystkie chwile, kiedy brat go katował, a ona stała z obojętną miną, nawet nie mrugając, gdy błagał ją o pomoc. To bolało go najbardziej. Kobieta, która nosiła go w sobie przez dobre dziewięć miesięcy kompletnie nie przejmowała się jego losem - A mój starszy brat - Nie chciał tego mówić, nie przeszłoby mu to przez gardło. Jeszcze do niedawna wmawiał sobie, że to wszystko dla jego dobra, że brat go kocha, dba o niego. Teraz jednak patrzył na swoje ciało z obrzydzeniem, widząc tam wszystkie siniaki, które sprawił mu ukochany braciszek. Bez słowa podwinął koszulkę, którą miał na sobie i po prostu pokazał starszemu poobijane żebra.
Taehyung gwałtownie  wciągnął powietrze. Zrobiło mu się słabo, chciał ucałować każdy malutki ślad na tym chłopcu, chciał, żeby na chwilę zapomniał o bólu i skupił się na czymś przyjemnym. Z drugiej strony nie chciał przesadzić, przerażała go myśl, że mógłby skrzywdzić tego dzieciaka. Delikatnie chwycił jego dłonie i przysunął się bliżej, patrząc na niego z dziwnym ciepłem w oczach.
Przypomniał sobie ich pierwszy "pocałunek". Pomyśleć, że nałóg doprowadził go do tego cudownego aniołka, który potrzebował pomocy. Potrzebował pomocy i padło na Taehyunga, by mu jej udzielił.
Bawił się palcami chłopca, myśląc. Chciał mu pomóc, tak bardzo chciał to zrobić, ale nie wiedział jak. Jeon był jeszcze niepełnoletni i nie mógł tak po prostu zwiać z domu, miał szkołę i inne takie. Wiedział, że do osiemnastych urodzin brakuje mu kilku miesięcy, miał nadzieję, że po tamtym czasie chłopiec choć na chwilę z nim zamieszka, uwalniając się od toksycznej rodziny.
Nachylił się nad Jungkookiem i ułożył swoje wargi na tych należących do chłopca. Nie potrzebowali słów, nie musieli nic sobie pokazywać, udowadniać, tłumaczyć. Wystarczył jeden motyli pocałunek i oboje wiedzieli już wszystko. Duże dłonie blondyna zaczęły gładzić jego biodra w uspokajającym geście, na co Jungkook się wzdrygnął. Przez myśl przebiegły mu obleśne dłonie starszego faceta, znowu usłyszał ten znienawidzony głos i poczuł dziwną gulę w gardle, ale szybko się opamiętał. To nie był żaden tam zboczony przyjaciel ojca, który przychodził do niego w nocy i bezczelnie go dotykał, to był jego Taehyung.
Złe myśli odeszły wraz z pierwszym, słodkim poruszeniem się warg. Nie było w tym nic złego, Jungkook się do tego przekonywał z każdą kolejną sekundą. Muśnięcie skrzydeł motyla, miód, pizza, czekolada, Taehyung, papierosy - ten pocałunek był wszystkim, co Kook tak bardzo kochał. Był bezpieczeństwem, zapomnieniem, słodkimi słówkami, sztuką. Najpiękniejszym wierszem Leopolda Staffa, najcudowniejszą rzeźbą Michała Anioła, najwspanialszą muzyką Mozarta. Przez ten piękny moment nie czuł się brzydki, naznaczony siniakami. W tamtej chwili był najcudowniejszą częścią życia starszego, był jego własnym, małym światem.
Dzieciak wciągnął powietrze, gdy rozgrzane usta Taehyunga dotknęły jednego z wielu siniaków. Wrażenia potęgowały długie palce starszego, spokojnie tworzące wzory na brzuszku chłopca. Jungkook czuł się piękny, tak cholernie piękny, gdy Kim robił z niego sztukę, scałowywał ból z ran i śladów, zostawiając tam jakby małe motylki, trzepoczące raz po raz skrzydełkami.
Już nie było żadnego obleśnego faceta, jego ojca, matki, brata, papierosów, siniaków czy strachu. Byli tylko oni. Jako jedność, choć wcale nie byli złączeni stosunkiem. Ich połączył najpiękniejszy wiersz Leopolda Staffa, najcudowniejsza rzeźba Michała Anioła i najwspanialsza muzyka Mozarta. I Jungkook mógł przysiąc, że słyszał, jak Taehyung recytuje mu "Koronę"
___
" W rubin stopić swą dumę i serdeczny ból,
W szmaragd nadzieje swoje i lasów zielenie,
W topaz swą młodość złotą i zboże wszech pól,
W szafir morze i słodkich twych oczu wspomnienie.
I w żarze, którym serca tchną mego płomienie,
Z złota, jakiego nie śni dla twych miodów ul,
Bez wytchnienia kuć dla cię, dzień i noc, szalenie,
Koronę, jakiej nie znał żaden ziemi król.
I zaprzysiągłszy ci się na życie i grób,
To świata wszechbogactwo rzucić ci do stóp,
I bezgraniczne szczęście swe płakać w łez zdroju;
Potem, pośród zamęty rozkoszy i mąk,
Oszaleć od pierwszego dotknięcia twych rąk
I lecieć umrzeć za cię w jakimś strasznym boju" **
________
* Leopold Staff "Na ruinie"
** Leopold Staff "Korona"
___________
Again was kocham
Pozdrawiam Justynkę.

piątek, 19 maja 2017

[7] djarum CIGARETTES

Równo dwa dni temu Jungkook ostatni raz przyszedł pod sklep, a starszy już wariował. Palił dwa razy więcej niż zwykle, był strasznie nerwowy i prawie rozwalił swoje mieszkanie. Powtrzymał go przed tym jego współlokator, Yoongi, grożąc mu wywaleniem za drzwi. Jednak nawet to nie było w stanie uspokoić mężczyzny, bo on wręcz wariował, nie mając przy sobie tego dzieciaka. Doskonale wiedział, czym było to spowodowane. W tak krótkim czasie z jeden nałóg - papierosy, zmienił się w dwa: papierosy i usta chłopca który gdzieś zniknął.
Mimo to dalej siedział pod sklepem, wypalając papierosy jak to miał w zwyczaju. Zmartwionym wzrokiem przeczesywał ulice przed nim, mając nadzieję, że młodszy jednak przyjdzie. I nie pomylił się.
Drobny chłopak w zbyt dużych ubraniach wolnym krokiem zmierzał w jego stronę, wpatrywał się w chodnik i Taehyung nawet z takiej odległości widział, że coś jest nie tak. Udawał obojętnego, jakby wcale nie przejął się zniknięciem Jungkooka, co było tak słabym kłamstwem, bowiem jego serce zaczęło bić szybciej, gdy tylko zobaczył chłopca.
Ten chwiejnym krokiem do niego podszedł i usiadł obok, milcząc. Cały się trząsł, mocno przygryzał wargę, bawił palcami i odmówił papierosów, które Taehyung chciał mu dać. Serce mu się krajało gdy patrzył na młodszego, który ewidentnie się czegoś bał.
- Mógłbyś... - Zaczął chłopiec niepewnie, naciągając zbyt długie rękawy bluzy na nadgarstki jeszcze bardziej - Mógłbym zostać w ciebie na kilka dni? - Spytał.
taehyungowe serce stanęło. Jungkook potrzebował pomocy i zwracał się do niego - do zauroczonego nim mężczyzny, który pokazał mu papierosy. To było tak cholernie złe i niewłaściwe, ale pokiwał głową na tak, lekko się uśmiechając. Jego uśmiech zniknął, gdy chłopczyk podniósł swoją posiniaczoną buźkę, patrząc czerwonymi od płaczu oczami w te jego.
- Kto ci to zrobił, maluchu - Wyszeptał, palcami przebiegając po policzku niższego.
Z perspektywy osoby trzeciej mogło to wyglądać żałośnie lub niepokojąco. Pobity nastolatek, płaczący z bólu, strachu i ogromnej słabości, w ramionach starszego mężczyzny, który dusił w sobie żądzę mordu. Ktoś dotknął jego dzieciaka, ktoś odważył się podnieść rękę na tą rozkoszną dziecinkę, rozświetlającą mu dzień jednym spojrzeniem.
A on nie zamierzał tolerować bicia aniołów. Bo Jungkook ewidentnie był jednym z nich.
***
Patrząc, jak Jeon słania się na nogach, Taehyungowi zrobiło się słabo. Westchnął i bez problemu podniósł chłopca. Ten cicho pisnął i zamknął oczy, wtulając twarz w zagłębienie w szyi starszego.
Jungkook nie był zbyt ciężki, jednak Tae nie posiadał ogromnej siły, więc włożył dość spory wysiłek w przeniesienie go bezpiecznie do jego mieszkania. Wniósł go na górę jak księżniczkę, otworzył drzwi kopniakiem (tak samo je też zamknął) i dopiero wtedy pozwolił brunetowi zejść z niego. Nie żeby obojgu to przeszkadzało. Chłopiec najchętniej uwiesiłby się na nim jak koala, a Tae tuliłby go do samego rana, ale oboje przeczuwali, że jeszcze będą mieć do tego okazję.
Taehyung pokazał mu gdzie jest łazienka i poradził, żeby wziął prysznic. Mówił to wszystko tak miło, tak ciepło, że Jungkook nie miał serca mu odmawiać, ba - on nawet tego nie chciał.
- Um... Taehyungie, nie mam żadnych ubrań - Powiedział cichutko, ciągnąc za rąbek swojej bluzy. Patrzył na niego z dołu, tak niewinnie, uroczo i ślicznie, że starszy prawie zemdlał.
- Nie ma problemu, dam ci coś na przebranie - Zapewnił go, posyłając w jego stronę najśliczniejszy uśmiech na jaki było go stać i przyprawiając go o palpitacje serca.
Jungkook pokiwał głową i wszedł do łazienki, zamykając za sobą drzwi. Tae przeczesał dłonią włosy i wypuścił drżący oddech z ust. Tak, ten chłopiec definitywnie był aniołem. I to najpiękniejszym, jaki istnieje na tej ziemi.
__________
Kocham was

czwartek, 18 maja 2017

[6] death CIGARETTES

Taehyung naprawdę nienawidził ślubów. Nie sama ceremonia, z mówieniem "tak" i wymianą śliny na końcu - nie, to było jeszcze okej. Jednak gdy przychodziło co do czego - czytaj wesele - zmywał się najszybciej jak mógł. Mimo wszystko i tak musiał mieć na sobie marynarkę, co niezwykle go irytowało. I tak udało mu się ubrać pod spód pierwszą lepszą czarną koszulkę, co graniczyło z cudem. Wytrzymał tam i tak długo - aż cztery godziny - ale wewnętrznie umierał i musiał się naprawdę powstrzymywać, by niczego nie rozwalić.
Gdy tylko nadarzyła się okazja wyrwał się z tej niezwykle sztucznej atmosfery i ruszył pod swój sklepik, do swojego Jungkooka. Musiał tłuc się autobusami, bo po co komu prawo jazdy. Gdy tylko wysiadł na przystanku najbliższym ich miejscówce, ruszył prawie biegiem przed siebie. Stanął przed zakrętem, poprawił marynarkę - nawet przebrać się nie zdążył. Wyciągnął z kieszeni spodni czarne pudełko i prychnął. O ironio, wracał ze ślubu, a w dłoni trzymał papierosy nawiązujące nazwą do śmierci. Wziął głęboki oddech i wysunął jedną sztukę. Włożył ją między wargi i spokojnym krokiem wyszedł zza zakrętu.
Jungkook już tam siedział i znudzony machał nogami. Usłyszał kroki, więc podniósł głowę i uśmiechnął się szeroko, widząc blondyna. Zlustrował go wzrokiem, a jego uśmiech zbladł. Taehyung wyglądał jak jakiś walony bóg, syn Afrodyty, czy w co oni tam wierzyli w starożytnej Grecji.
Blondyn podszedł do niego z lekkim uśmiechem i objął go ramionami. Chciał go pocałować, fakt, ale nie wiedział, czy może. W końcu kilka przelotnych muśnięć, nie znaczyło praktycznie nic. Dlatego szybko odsunął się i usiadł obok, podając młodemu pudełko. Kolejny raz siedzieli w ciszy, która z każdym dniem nabierała nowego znaczenia, a słowa wiszące w powietrzu stawały się coraz cięższe, co o dziwo nie pogarszało panującej między nimi atmosfery.
Ich relacja była wyjątkowo dziwna. Znali się stosunkowo krótko, skradali sobie pocałunki, mało rozmawiali, ale czuli do siebie zaufanie, z nieznanych im obu powodów. Oboje wciągali siebie w nałogi, jednak jeden z nich dalej nie miał o tym pojęcia.
Bowiem Taehyung zarażał Jungkooka papierosami, a Jungkook Taehyunga - miłością.
***
Jungkook otworzył drzwi i na palcach wszedł do środka. Bał się obudzić kogokolwiek, w końcu było już dobrze po drugiej w nocy, a on tak po prostu wracał, wiedząc, że jeśli ktoś go zobaczy, będzie miał przesrane. Przemknął się do swojego pokoju i najciszej jak się dało zamknął za sobą drzwi, oddychając z ulgą. Zjechał na dół, siadając na ziemi i przymknął oczy, przypominając sobie smak usta Taehyunga, gdy się żegnali.
Ciche chrząknięcie przerwało jego rozmyślania. Przerażony otworzył oczy i zauważył ciemną postać stojącą przodem do okna. Jungkook nerwowo przemknął ślinę, ale nie zdążył nawet wstać, bo poczuł ogromnie silne uderzenie w brzuch. Jęknął słabo i ponownie upadł na podłogę. Nie miał siły się bronić, jego ciało i tak było zbyt osłabione, a dodatkowo zaczął palić, co tylko pogarszało jego stan.
Leżał na chłodnych panelach, cicho skomląc i znosząc kolejne uderzenia i wyzwiska. Wszystko go bolało, wręcz pulsowało z bólu, a jedyną myślą, której się trzymał, by nie zemdleć był Taehyung i jego miękkie wargi.
Gdyby mógł,  uśmiechnąłby się lekko, ale nawet to wydawało się dla niego zbyt dużym wysiłkiem, więc tego nie zrobił. Nie czuł bólu, nie słyszał słów skierowanych w jego stronę, jego serce raz za razem powtarzało imię starszego, mózg podsuwał jego obraz, a ciało nagle zaczęło płonąć z innego powodu. Wyobrażał sobie, ze Kim trzyma go teraz w ramionach, opierając głowę na jego ramieniu, i wypuszczając dym z ust tuż obok jego ucha. Wręcz czuł zamach dymu, a dotyk blondyna był prawie namacalny.
Zemdlał z bólu, tak naprawdę go nie czując. Myślami krążył wokół jego pięknego mężczyzny, który w tak krótkim czasie stał się jego oazą spokoju, jego przystankiem od złych myśli i chwil, złodziejem drobnych pocałunków z warg Jungkooka. Choć prawda była taka, że nie musiał nic kraść, bo usta młodszego już dawno były jego.
_______
Dzień doberek. Jak tam życie? Lubicie to opowiadanie?

środa, 17 maja 2017

[5] davidoff CIGARETTES

Aktualnie blondyn stał pod szkołą młodszego i czekał na dzwonek. Między wargami trzymał białą fajkę, a spojrzenie ciemnych oczu wlepiał w ekran telefonu. Pisał ze swoim najlepszym przyjacielem i współlokatorem, a jego usta formowały się w lekki uśmiech.
Tydzień temu pierwszy raz odprowadził Jungkooka pod dom, a wczoraj zaproponował wyjście do kawiarni. I takim oto sposobem czekał na młodego, stojąc przed placówką, której kiedyś tak bardzo nienawidził.
Zadzwonił dzwonek, po chwili z drzwi wyjściowych wylała się fala uczniów i Taehyung naprawdę starał się dostrzec wśród nich swoją kruszynkę. Nie miał nawet czasu, żeby zastanowić się, dlaczego nazwał go swoim, ale nie przeszkadzało mu to. Kilka dziewczyn w uroczych mundurkach z zaciekawieniem patrzyło w jego stronę, jednak udawał, że tego nie widzi. Ostatecznie dość wysoka ciemno włosa nastolatka podeszła do niego i rozpoczęła rozmowę.
A kim by był Taehyung, gdyby nie grzecznie nie odpowiadał na jej pytania, widząc wśród uczniów lekko zbulwersowaną i zazdrosną twarz dzieciaka.
- Przepraszam - Mruknął i zostawił dziewczynę, podchodząc do przyjaciela. Poklepał go po głowie z chamskim uśmiechem i poruszył brwiami - Masz ładne koleżanki.
Jungkook prychnął. Coś ścisnęło go za żołądek gdy widział, jak starszy rozmawia z jego znajomą z klasy. Nie chciał się przyznawać do tej nieuzasadnionej zazdrości ani przed sobą, ani przed Taehyungiem. Bez słowa chwycił starszego za nadgarstek i pociągnął go w stronę wyjścia ze szkoły.
Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że dalej trzyma jego dłoń i speszony spojrzał w górę. Taehyung nie wyglądał, jakby mu to przeszkadzało, uśmiechał się i co chwilę przygryzał wargę, kątem oka zerkając na chłopca. Dla pewności (lub jej braku) Jungkook chciał puścić jego dłoń, lecz gdy tylko Kim to poczuł, przejął inicjatywę i splótł ich palce razem.
Jungkook mu się przyjrzał. Starszy był naprawdę przystojny. Ciemne oczy z uroczymi iskierkami, drobny nosek, pełne wargi, między którymi w dalszym ciągu znajdował się papieros, idealnie zarysowana szczęka, blond kosmyki opadające na czoło... Zaraz, blond?
- Przefarbowałeś się! - Krzyknął nagle Jungkook, stając w miejscu. Tae zaśmiał się rozkosznie i odwrócił w jego stronę.
- Czekałem, aż zauważysz - przyznał, mrugając do młodszego. Ten fuknął coś pod nosem, dokładnie lustrując twarz swojego rozmówcy wzrokiem. Jedno musiał przyznać.
- Wyglądasz tak cholernie gorąco - mruknął, chwilę później chowając twarz w dłoniach. Nie wierzył, że to powiedział.
Tae przygryzł wargę i dwoma palcami podniósł podbródek młodszego, zmuszając go do patrzenia mu w oczy. Nachylił się i przelotnie cmoknął go w usta, wcześniej wyciągając ze swoich papierosa. Wyszeptał mu do ucha ciche podziękowanie, a następnie jak gdyby nigdy nic pociągnął go do kawiarni, w dalszym ciągu nie rozplatając ich rąk.
Oboje się uśmiechali, choć za wszelką cenę starali się to ukryć. Jungkook, bo ciągle czuł wargi starszego i ucisk jego dłoni, Taehyung, bo nie mógł nic poradzić na to, że przy tym dzieciaku czuł się wolny.
Nawet od papierosów.
________
Wiem, że mnie kochacie. Miałam dzisiaj nie dawać, ale uwielbiam gdy wszyscy mi mówią, że to jest piękne.
{Moim zdaniem nie jest, ale jak wolicie}

wtorek, 16 maja 2017

[4] camel CIGARETTES


Jungkook biegł. Potykał się na prostym chodniku, miał mroczki przed oczami, było mu słabo, ale biegł.
Zatrzymał się dopiero pod sklepem, tuż obok Taehyunga. Dyszał, stając obok niego. Uspokoił oddech, wydawałoby się, że serce też. Błąd. Jego serce dalej biło szalenie szybko, przez.co dalej miał zawroty głowy.
Taehyung nie wiedział, jak przywitać się z chłopakiem. Chwilę nad tym myślał, aż ostatecznie pochylił się nad nim i... Pocałował go w czoło. Patrzył z lekkim uśmiechem, jak Jungkook marszczy nosek i lekko się rumieni. Lubił tego chłopca.
- Jak tam? - Spytał, podając mu pudełko. Jeon westchnął w duszy, bo bądźmy szczerzy, miał nadzieję, że starszy poczęstuje go papierosami tak jak ostatnio. Nie zrobił tego jednak, a lekko smutny nastolatek wyciągnął jedną sztukę.
- Da się przeżyć. - Odpowiedział całkiem szczerze i odpalił fajkę. Jego serce w końcu przestało bić tak szybko, a do płuc dostał się gryzący dym, który już nie robił na nim żadnego znaczenia.
Kim pokiwał głową, obracając głowę. Zeszłej nocy dużo myślał, nad tym co się stało. Stwierdził, że musi przeprosić. Nie chciałby wymuszać nic na tym chłopaku, a przecież tamten pocałunek wyszedł tak jakby z jego inicjatywy. I tu naprawdę nie liczyło się, że Jungkook sam go do tego zachęcił.
- Jeśli chodzi o wczoraj... - Zaczął. Jungkook poczuł lekko strach. Bał się tego, co powie starszy, więc z jego ust samoistnie wyrwało się jedno zdanie.
- Rób mi tak częściej - Wyszeptał. Zaskoczony Taehyung spojrzał na niego z góry, nie wiedząc, czy dobrze usłyszał.
Nie chciał pytać ponownie, dlatego wstał i podszedł do chłopaka, znajdując sobie miejsce między jego nogami. Patrzył na Jungkooka z lekkim uśmiechem, przyglądał się jego ślicznej twarzy, niewinnemu spojrzeniu i lekko zmarszczonemu noskowi. Nachylił się nad nim i drugi raz tego wieczora pocałował go w czoło. Jungkook chciał coś powiedzieć, jednak Tae przeniósł swoje usta na jego policzki, następnie czubek nosa, ostatecznie całując kącik jego ust.
Jungkook nie wytrzymał. Brakowało mu jakiegokolwiek ciepła, a ten mężczyzna, którego poznał kilka tygodni temu, wywoływał w nim ogień. Nie myślał, gdy położył mu rękę na karku i przyciągnął do długiego i słodkiego pocałunku. Taehyung zaś nie myślał, gdy oddawał ten pocałunek.
Odrywali się od siebie sporadycznie i to na krótką chwilę - tylko, by zaczerpnąć powietrza. Sami nie wiedzieli, co nimi kierowało, ale nie mieli zamiaru protestować. Wręcz przeciwnie - podobało im się to.
Z zamkniętymi oczami i ustami, które poruszały się w ich własnym tempie, z jedną parą drobnych rąk, oplecionych wokół karku i drugą większych dłoni, obejmujących cieniutką talię, zapomnieli.
Zapomnieli o jasnym pudełku z wielbłądem i znajdujących się w nim osiemnastu papierosach. A Camele czekały, jednak tej nocy nikt nie miał zamiaru z nich korzystać.
***
Była pierwsza w nocy, a oni szli ulicą, trzymając się za ręce i cicho śmiejąc. Taehyung uparł się, by odprowadzić młodszego pod blok. Tak więc zmierzali w tylko Jungkookowi znanym kierunku, ze splecionymi dłońmi, opowiadając sobie nieśmieszne żarty i słaby podrywy.
- O czekaj, to będzie dobre! - Starszy zatrzymał się i spojrzał na Jungkooka - Jesteś może adoptowany? - Spytał.
- Nie, a co? - Jungkook naprawdę wiedział, że to będzie jeden z tych nieśmiesznych i cholernie słabych żartów, ale wypowiedziane przez Taehyunga nabierały nowego sensu.
- Bo wyglądasz jakby cię zajebali z muzeum sztuk pięknych - Powiedział poważnie, a młodszy parsknął śmiechem - Wyrwałem cię już?
- Jestem cały twój.
Ale oboje nie wiedzieli, że te słowa wkrótce staną się prawdą.
________
Każdy kolejny rozdział to mały kroczek do mojego ulubionego, wyczekujcie.

poniedziałek, 15 maja 2017

[3] black devil CIGARETTES

Taehyung stał na balkonie i dopalał wczorajsze papierosy. Zostały mu tylko cztery, co nie było żadnym wyzwaniem. Słyszał, jak drzwi balkonowe się otwierają, więc odwrócił głowę.
Stał tam Jungkook, w trochę za dużej bluzie starszego, z roztrzepanymi włosami i zamglonym wzrokiem. Chłopiec ziewnął i przetarł oczy piąstkami, następnir przeciągając się. Wyszedł na balkon i stanął obok kolegi.
Widok z czwartego piętra nie należał do najlepszych, ale nie narzekali. Wzrokiem przeczesywali osiedle, w ciszy obserwując pojedynczych ludzi spacerujących z psami lub tych biegających. Podał Jungkookowi swojego papierosa, a ten sie zaciągnął i mu oddał. Znowu go truł.
- Ile masz lat, Jungkook? - Spytał starszy, opierając się o balustradę.
- Osiemnaście - Tae zaczął kaszleć, bo naprawdę dawał temu dzieciakowi mniej. Nie wyglądał na osiemnastolatka, jednak to sprawiło, że jego wyrzuty sumienia się trochę uspokoiły - Za chwilę będę szedł, pewnie... Pewnie mama się martwi - Wyszeptał, a Taehyung tylko pokiwał głową.
Chciał go zapytać o te siniaki na ciele, naprawdę go to korciło. Ciemne ślady mocno odznaczały się na jasnej skórze chłopaka, a Taehyung czuł ogromny niepokój, gdy na nie patrzył. Zanim młodszy wyszedł, lekko chwycił go za rękę i odwrócił w swoją stronę.
- Masz jakieś... Problemy w szkole? - Spytał cicho, zakładając zabłąkany kosmyk Jungkooka za jego ucho - Bo wiesz, jestem starszy, jak coś to mogę ci pomóc - Przesunął kciukiem po jego policzku, a następnie po dolnej wardze chłopca.
Jungkook pokiwał głową na boki - Nic nie możesz zrobić, Taehyung. Nic - mruknął i wyszedł z balkonu. Gdy był w salonie ściągnął bluzę starszego, a ten stojąc w drzwich na zewnątrz patrzył na jego sine plecy.
- Nie jestem ślepy, młody - Powiedział jeszcze, a Jeon spojrzał na niego z dziwnym bólem w oczach i wyszedł z jego mieszkania, zostawiając jego właściciela z mętlikiem w głowie.
***
Była północ, a Taehyung czekał. Jungkook nie przyszedł, co zaczynało go martwić. Jednak kim on był, żeby się przejmować. Tylko dawał mu papierosy.
Równo o osiemnastej kupił sobie paczkę czarnych fajek. Minęło osiem godzin, a z dwudziestu papierosów zostały tylko dwa, z czego jednego już kończył. Lekkie kroki rozległy się po okolicy, a Taehyung drgnął. Wyrzucił niedopałek i przydeptał go nogą, wyciągając ostatniego z paczki. Chwilę na niego patrzył, jakby czekając na młodszego, a gdy ten się nie pojawił, po prostu odpalił swój nałóg i wolno się nim zaciągnął.
Był gdzieś w połowie palenia ostatniej fajki kiedy on przyszedł. Bez słowa oparł się obok i patrzył gdzieś w dal. Łzy spływały po jego policzkach, więc szybko je otarł. Taehyung nic nie mówił, nie chciał naciskać. Chłopak spojrzał na pustą paczkę, następnie przeniósł swój wzrok na papierosa między wargami Tae.
- Nie próbowałem ich - Stwierdził, a dwudziestolatek cicho się zaśmiał. Przez chwilę zastanawiał się nad tym co zrobić. Wewnętrznie walczył sam ze sobą, głos z tyłu głowy kolejny raz wydzierał się, żeby tego nie robił, ale postanowił to zignorować. Zaciągnął się devilem i nachylił się nad młodszym, wypuszczając dym prosto w jego usta.
Jungkook stał zaskoczony, nie wiedząc co zrobić. Jego serce zaczęło bić niewyobrażalnie szybko, nie mógł pozbierać myśli, a oddychanie przychodziło mu z niezwykłym trudem. O dziwo nie było to spowodowane papierosami, a zaskakującą bliskością starszego.
- Nie poczułem - Powiedział niewinnie, całkiem nieświadomie nakłaniając starszego do czegoś więcej. Sami nie wiedzieli, co nimi kierowało, ale czuli, że potrzebują swojej bliskości. Taehyung znowu to zrobił, po chwili składając motyli pocałunek na ustach młodszego, przy okazji wpuszczając do niego dym. Jednak to nie on odgrywał teraz najważniejszą rolę. Dla nich obu liczyły się tylko ich wargi, które raz po raz się o siebie ocierały.
Taehyung wiedział, że to było nieodpowiednie, ale coś ciągnęło go do tego posiniaczonego chłopca, który wyglądał tak niewinnie, nawet trzymając między wargami jego papierosa. I cóż mógł poradzić, że gdzieś głęboko wyobrażał sobie, co innego mógłby trzymać.
___________
Lubie pierogi okej
Jak wam się podoba?
Lubię ten rozdział, jest tak jakby prawdziwym początkiem tej historii. W dodatku black devile są spoko więc kolejny plusik dla tego rozdziału. Macie jakieś uwagi? Koniecznie napiszcie mi co o tym myślicie, naprawdę potrzebuję to wiedzieć xx

niedziela, 14 maja 2017

[2] benson & hedges CIGARETTES

Stał w sklepie i zastanawiał się, które ze swoich słoneczek kupić tym razem. Miał bardzo szeroki wybór, co było dla niego rajem, a jednocześnie utrudniało wybór. Kasjerka cierpliwie czekała, za nim nie stał nikt, więc niespecjalnie przeszkadzał jej ten jeden człowiek, który miał ogromny dylemat. Ostatecznie zrobiła to, co zawsze. Wyciągnęła mu losowe, a on spojrzał na zielone opakowanie, uśmiechając się pod nosem. Podał kobiecie pieniądze i wyszedł ze sklepu, od razu wyciągając jednego. Skierował się w stronę swojego murku i stanął, zaskoczony.
Siedział tam ten dzieciak, co wczoraj. Siedział i machał nogami, był zamyślony, wlepiał spojrzenie ciemnych oczu w chodnik przed nim, od czasu do czasu wzdychał. Taehyung zaśmiał się cicho i podszedł do niego, siadając obok. Młodszy nie musiał nawet otwierać ust, on już trzymał przed nim otwarte pudełeczko.
- Dziękuję. - Mruknął i wyciągnął małe uzależnienie. Starszy odpalił zapalniczkę i podobnie jak poprzedniego wieczoru, zapalił papierosy im obu.
- Jak masz na imię? - Spytał Taehyung. Nie wiedział czemu. Może nie chciał siedzieć w ciszy, może ten cichy głosik z tyłu głowy kazał mu dowiedzieć się czegoś o chłopaku, którego truł - nie wiedział. Po prostu zapytał i oczekiwał odpowiedzi.
- Jungkook. - Odparł młody. Następnie zaciągnął się i z zamkniętymi oczami wypuścił dym z płuc. - A ty?
- Taehyung. - Powiedział tylko. Chciał zapytać, dlaczego wczoraj go poprosił. Zwykła, szczenięca ciekawość? Jakieś problemy?
Milczał. Wypalał swoje ulubione, mentolowe papierosy, nic nie mówiąc i tylko od czasu do czasu zerkając na Jungkooka.
Młodszy natomiast zastanawiał się, czy tej nocy wróci do domu. Chce widzieć swoją matkę? Chce bać się ojca? Przecież nie mógł zostać całą noc na dworze, a pytać o nocowanie nieznajomego od papierosów nie wypada.
Taehyung udawał, że nie widział. Pomimo tego, kiedy tylko do niego podszedł zauważył sine ślady na jego rękach. Wiedział, że coś jest nie tak, w końcu, jaki normalny nastolatek wychodzi o dwudziestej trzeciej z domu w krótkim rękawku?
Jungkook udawał, że nie jest mu zimno. W praktyce było mu zimno tylko troszkę. Ten papieros w jakimś stopniu go rozgrzewał, jednak dalej lekko dygotał. A Taehyung to widział. Bez słowa ściągnął z siebie ciemną bluzę i podał ją zdezorientowanemu chłopakowi. Ten wpatrywał się z zaskoczeniem to w Tae, to w materiał.
- Bierz. - Mruknął, a Jungkook tylko pokiwał głową i ubrał bluzę. Pachniała tytoniem i perfumami starszego. Zapach przyjamnie drażnił nos Jungkooka, więc lekko się uśmiechnął, gasząc papierosa.
Taehyung myślał i obserwował. Gdyby Jungkookowi zależało, skończyłby palić dużo wcześniej i już dawno by poszedł. Czuł, że w jakimś stopniu młodszy nie chce wracać do domu. Bił się z myślami. Z jednej strony był dla niego kompletnie obcy, z drugiej chciał mu jakoś pomóc - w końcu zaczął go truć. Westchnął, gdy szala się przechyliła. Zaciągnął się i wstał, lekko odchodząc.
- Idziesz? - Spytał. Młodszy zmarszył brwi, niepewnie wstał i zaczął iść za nowym kompanem. Po chwili zrównał się z nim krokiem. Szli obok siebie milcząc i myśląc.
Za dnia Taehyung dużo mówił, był szczęśliwy. W nocy natomiast siedział cicho, pozwalając, by smętne wizje i marzenia przejęły nad nim władzę. Z Jungkookiem było odwrotnie. Potrafił przemilczeć cały dzień, by całą noc rozmawiać ze swoim przyjacielem. Teraz jednak oboje się nie odzywali, nie czując takiej potrzeby.
Taehyung nie musiał mówić, dlaczego zabrał do siebie do domu tego chudego i posiniaczonego nastolatka, Jungkook nie musiał mówić, dlaczego ma siniaki i dlaczego zaintrygował go ten zadziwiająco przystojny mężczyzna z papierosem między wargami. Tak było sprawiedliwie.
____________
Nie lubie tego rozdziału. Może ze względu na b&h, bo jak dla mnie strasznie śmierdzą. No ale trudno, papierosy to papierosy. A Wam jak się podobał rozdział? Koniecznie dajcie mi o tym znać!

sobota, 13 maja 2017

[1] belvedere - CIGARETTES

Taehyung siedział na murku pod sklepem i machał nogami. Pomiędzy jego wargami znajdował się dopiero co odpalony papieros, którym wolno się zaciągał. Jakaś kobieta przechodząca obok niego się skrzywiła. Zabiłaby swojego syna, gdyby zobaczyła go palącego papierosy.
Chłopak westchnął. Nie wiedział, co go podkusiło do kupna belwederów, ale nie przepadał za ich smakiem. Z drugiej strony, papieros to papieros, więc nie mógł narzekać.
Rozkosznie zaciągał się już tak dobrze znaną mu trucizną, wpuszczając ją do płuc. Od ilości fajek, którą już wypalił, powinien był dawno umrzeć. Zaśmiał się w duchu na tę myśl i wypuścił dym z płuc. Patrzył, jak szare opary wznoszą się w niebo i czerpał z tego niemą satysfakcję.
Zbliżała się dwudziesta trzecia, ludzi było coraz mniej. Cieszyło go to. Świadomość, że jest tylko on i jego nałóg nie była przerażająca - ona go uspokajała. Jednak był jeden minus godziny dwudziestej trzeciej i jej następczyń. Mianowicie pijacka strona miasta, która nawet w środku tygodnia postanowiła udać się na balangę. Taehyung nie rozumiał, jak można wlewać w siebie hektolitry alkoholu średnio siedem razy w tygodniu, ale oni nie rozumieli jak może wypalać dwie paczki papierosów jedengo wieczora. Nigdy nie rozumieli, a on nie chciał im tłumaczyć.
Zgrabnie otrzepał papierosa, już na wpół wypalonego i podniósł wzrok. Obok niego stał nastolatek i patrzył na ciemną paczkę papierosów. Taehyung podniósł brew, oczekując jakichkolwiek słów wytłumaczenia, dlaczego tamten tak bezczelnie wlepia swoje gały w jego skarb.
- Mogę jednego? - Spytał młodszy, a Taehyung wywrócił oczami. Żadnego "dzień dobry", "dobry wieczór", "cześć" ani innego gówna, zwykłe pytanie o jedną fajkę.
Jednak one były ogromnym skarbem dla starszego, nienawidził się nimi dzielić. Z drugiej strony, gdy patrzył na chudego nastolatka, który wyglądał bardzo mizernie, ale również uroczo, poczuł dziwną satysfakcję na myśl, że to właśnie on pokaże mu ten inny świat. Jeszcze przez chwilę się wahał, cichy głosik z tyłu głowy wydzierał się z całych sił "zabijesz go" jednak tym razem,tym jednym jedynym razem go zignorował.
Poklepał miejsce obok siebie, a tamten posłusznie usiadł. Taehyung otworzył paczkę i wysunął dwa, jednego podając młodszemu, drugiego biorąc dla siebie. Skończył swojego papierosa i odpalił zapalniczkę, podpalając fajkę swojego nowego towarzysza, by po chwili zrobić to samo ze swoją. Nienawidził belwederów.
Młodszy spojrzał kątem oka na Taehyunga i przygryzł wargę. Jego ręce drżały. Nie ze strachu, jak tamten mógł pomyśleć, lecz ze stresu, którego chciał się pozbyć. Śmiało przyłożył papierosa do ust i pod czujnym spojrzeniem jego byłego właściciela - zaciągnął się.
Dwa razy zakaszlał i to bardzo cicho. Spodziewał się odruchów wymiotnych, łzawiących oczu, czy coś, a on tylko sobie kaszlnął. Ochoczo wciągnął dym po raz kolejny. Taehyung patrzył na to z lekkim uśmiechem, czuł dumę, ale jednocześnie smutek. Gdy patrzył na tego chłopca i papierosa między jego pełnymi wargami, zżerały go wyrzuty sumienia. Potrząsnął głową i odwrócił głowę, pozbywając się dręczącego uczucia. Ponownie skupił się na swojej miłości, a zarazem nałogu.
Siedzieli tak we dwójkę, paląc i myśląc. Oboje myśleli i czuli coś innego, jednak łączyły ich dwa papierosy z paczki belwederów, których oboje nie lubili.
______________
Witajcie w tym nowym i jakże cudownym opowiadaniu o naszych kochanych vkookach. Mam napisaną już większość tego ff. W planach mam ok. 30 rozdziałów. Mam nadzieję, że pokochacie je tak jak ja. Tak, właśnie przyznałam, że podoba mi się coś co napisałam, a to serio rzadkość. W każdym razie. Jeśli prolog Wam się spodobał, możecie zostawić po sobie komentarz lub gwiazdeczkę, zależy od Was. Byłabym jednak wdzięczna, gdybyście napisali co o tym sądzicie.
Krótkie wytłumaczenie: tytuły rozdziałów będą jedną marką papierosów :)

Opowiadanie dostępne jest również na wattpadzie, link otrzymacie, za kilka rozdziałów, bo obecnie nie mogę go wstawić nie wiem czemu.

Blog założyłam dosłownie kilka minut temu i muszę go jeszcze ogarnąć, żeby wszystko było tak jak być powinno, więc mam nadzieję, że mi to wybaczycie!

[13] marlboro CIGARETTES

Kiedyś napisałam jednej osobie, że jak napiszę tutaj smuta to porzygacie się słodkością. Ten gwałt się nie liczy, wybaczcie mi. Więc..........