niedziela, 14 maja 2017

[2] benson & hedges CIGARETTES

Stał w sklepie i zastanawiał się, które ze swoich słoneczek kupić tym razem. Miał bardzo szeroki wybór, co było dla niego rajem, a jednocześnie utrudniało wybór. Kasjerka cierpliwie czekała, za nim nie stał nikt, więc niespecjalnie przeszkadzał jej ten jeden człowiek, który miał ogromny dylemat. Ostatecznie zrobiła to, co zawsze. Wyciągnęła mu losowe, a on spojrzał na zielone opakowanie, uśmiechając się pod nosem. Podał kobiecie pieniądze i wyszedł ze sklepu, od razu wyciągając jednego. Skierował się w stronę swojego murku i stanął, zaskoczony.
Siedział tam ten dzieciak, co wczoraj. Siedział i machał nogami, był zamyślony, wlepiał spojrzenie ciemnych oczu w chodnik przed nim, od czasu do czasu wzdychał. Taehyung zaśmiał się cicho i podszedł do niego, siadając obok. Młodszy nie musiał nawet otwierać ust, on już trzymał przed nim otwarte pudełeczko.
- Dziękuję. - Mruknął i wyciągnął małe uzależnienie. Starszy odpalił zapalniczkę i podobnie jak poprzedniego wieczoru, zapalił papierosy im obu.
- Jak masz na imię? - Spytał Taehyung. Nie wiedział czemu. Może nie chciał siedzieć w ciszy, może ten cichy głosik z tyłu głowy kazał mu dowiedzieć się czegoś o chłopaku, którego truł - nie wiedział. Po prostu zapytał i oczekiwał odpowiedzi.
- Jungkook. - Odparł młody. Następnie zaciągnął się i z zamkniętymi oczami wypuścił dym z płuc. - A ty?
- Taehyung. - Powiedział tylko. Chciał zapytać, dlaczego wczoraj go poprosił. Zwykła, szczenięca ciekawość? Jakieś problemy?
Milczał. Wypalał swoje ulubione, mentolowe papierosy, nic nie mówiąc i tylko od czasu do czasu zerkając na Jungkooka.
Młodszy natomiast zastanawiał się, czy tej nocy wróci do domu. Chce widzieć swoją matkę? Chce bać się ojca? Przecież nie mógł zostać całą noc na dworze, a pytać o nocowanie nieznajomego od papierosów nie wypada.
Taehyung udawał, że nie widział. Pomimo tego, kiedy tylko do niego podszedł zauważył sine ślady na jego rękach. Wiedział, że coś jest nie tak, w końcu, jaki normalny nastolatek wychodzi o dwudziestej trzeciej z domu w krótkim rękawku?
Jungkook udawał, że nie jest mu zimno. W praktyce było mu zimno tylko troszkę. Ten papieros w jakimś stopniu go rozgrzewał, jednak dalej lekko dygotał. A Taehyung to widział. Bez słowa ściągnął z siebie ciemną bluzę i podał ją zdezorientowanemu chłopakowi. Ten wpatrywał się z zaskoczeniem to w Tae, to w materiał.
- Bierz. - Mruknął, a Jungkook tylko pokiwał głową i ubrał bluzę. Pachniała tytoniem i perfumami starszego. Zapach przyjamnie drażnił nos Jungkooka, więc lekko się uśmiechnął, gasząc papierosa.
Taehyung myślał i obserwował. Gdyby Jungkookowi zależało, skończyłby palić dużo wcześniej i już dawno by poszedł. Czuł, że w jakimś stopniu młodszy nie chce wracać do domu. Bił się z myślami. Z jednej strony był dla niego kompletnie obcy, z drugiej chciał mu jakoś pomóc - w końcu zaczął go truć. Westchnął, gdy szala się przechyliła. Zaciągnął się i wstał, lekko odchodząc.
- Idziesz? - Spytał. Młodszy zmarszył brwi, niepewnie wstał i zaczął iść za nowym kompanem. Po chwili zrównał się z nim krokiem. Szli obok siebie milcząc i myśląc.
Za dnia Taehyung dużo mówił, był szczęśliwy. W nocy natomiast siedział cicho, pozwalając, by smętne wizje i marzenia przejęły nad nim władzę. Z Jungkookiem było odwrotnie. Potrafił przemilczeć cały dzień, by całą noc rozmawiać ze swoim przyjacielem. Teraz jednak oboje się nie odzywali, nie czując takiej potrzeby.
Taehyung nie musiał mówić, dlaczego zabrał do siebie do domu tego chudego i posiniaczonego nastolatka, Jungkook nie musiał mówić, dlaczego ma siniaki i dlaczego zaintrygował go ten zadziwiająco przystojny mężczyzna z papierosem między wargami. Tak było sprawiedliwie.
____________
Nie lubie tego rozdziału. Może ze względu na b&h, bo jak dla mnie strasznie śmierdzą. No ale trudno, papierosy to papierosy. A Wam jak się podobał rozdział? Koniecznie dajcie mi o tym znać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

[13] marlboro CIGARETTES

Kiedyś napisałam jednej osobie, że jak napiszę tutaj smuta to porzygacie się słodkością. Ten gwałt się nie liczy, wybaczcie mi. Więc..........