środa, 24 maja 2017

[12] lucky stike CIGARETTES

Siedemnastolatek nie czuł się bezpiecznie, siedząc na swoim łóżku. Jego ciało się trzęsło od szlochu, zimna i bólu. Chciał stamtąd wyjść, ale niby gdzie by się udał? Pociągnął nosem i wolno zsunął się z łóżka, ubierając na siebie ogromny sweter Taehyunga (który nawet na swojego właściciela był za duży). Ubranie sięgało mu za kolana, więc nie kwapił się w ubieraniu spodni, wiedząc, że po prostu nie ma na to siły. Po cichutku zwlekł się ze schodów i wsunął na stopy pierwsze buty z brzegu. Starając się nie krzyczeć z rozrywającego go bólu otworzył drzwi i wytoczył się na klatkę. Za pomocą windy dostał się na parter i wolnymi, obolałymi krokami skierował się przed siebie.
Po jego nogach ściekała krew wymieszana z gęstą, białą substancją, gdy je podnosił i stawiał kawałek dalej, krok po kroku. Łzy kapały z jego brody, rozmazując mu widok, więc był zdany tylko na własną intuicję. Jego umysł głośno krzyczał "boli" nie dając mu się skupić. Gdzieś w połowie drogi nie wytrzymał i upadł na gołe kolana, zdzierając sobie skórę. Jego ramiona poruszały się spazmatycznie, gdy dusił się łzami, nie mając siły, by wstać. Podniósł głowę i pozwolił, by jego serce zabiło szybciej.
Na końcu ulicy znajdował się blok z mieszkaniem Taehyunga. Była trzecia w nocy, mężczyzna prawdopodobnie spał, ale to było jedyne miejsce, gdzie mógł poczuć się bezpiecznie. Nawet, jeśli miał spędzić tą noc pod drzwiami.
Znalazł w sobie resztki silnej woli i dźwignął się na nogi, kierując się do wejścia na klatkę. Oparł się o drzwi i spojrzał na domofon, pociągając nosem. Znał kod, więc szybko go wpisał i wtoczył się na klatkę. Spojrzał na schody, które wydały mu się być pięć razy większe niż naturalnie i jęknął żałośnie. Chwycił się poręczy i wtaszczył swoje ciało na górę, dalej szlochając. Ból przysłaniał mu widok, dodatkowo ciągle czuł na sobie krew i spermę swojego gwałciciela.
Stanął przed drzwiami do mieszkania mężczyzny i zawahał się. Co mu powie, jeśli otworzy drzwi? Jak ma się zachować?
Był w stanie położyć się pod drzwiami i po prostu zemdleć z bólu. W przypływie nagłej odwagi nieśmiało nacisnął dzwonek, pozwalając, by dźwięk przedarł się przez ciszę. Nikt mu nie odpowiedział, spodziewał się tego. Wpatrywał się w drewnianą powierzchnię drzwi, aż usłyszał ciche kroki. Po chwili ktoś przekręcił zamek i uchylił drzwi.
- Co do chu- - Yoongi urwał i zmierzył Jungkooka badawczym spojrzeniem. Zacisnął wargi i otworzył drzwi szerzej, wpuszczając nastolatka do środka. Bez słowa poszedł do sypialni swojego przyjaciela i brutalnie potrząsnął jego ramieniem.
- Ja pierdole, idioto. Czego chcesz? - Burknął zaspany Taehyung, nie otwierając oczu.
- Jungkook przyszedł - Powiedział poważnie Min. Tyle wystarczyło. Tae poderwał się z łóżka jak poparzony i pobiegł do przedpokoju, od razu doskakując do podpierającego się o ścianę Jeona.
- Gukkie, co cię stało? - Spytał cicho, wciągając nastolatka do salonu. Zapalił światło i zamarł.
Włosy siedemnastolatka były poszarpane i rozwalone na wszystkie strony. Z jego ślicznych, brązowych oczu płynęły łzy. Policzki pokrywały mokre ślady, co chwilę pociągał nosem. Usta miał spierzchnięte, co chwilę nerwowo je przygryzał, gdy wydostawał się z nich urywany szloch.
Na chude ciałko zarzucony miał jasno niebieski sweter Taehyunga, który co rusz zsuwał mu się z kościstych ramion, odsłaniając bladą skórę pokrytą malinek. Następnym, co zobaczył Taehyung była krew i biała ciecz na jego nogach. W tamtym momencie wiedział. Wiedział, że ktoś dotknął jego aniołka, tak po prostu podszedł i odważył się zniszczyć dzieło sztuki, którym młodszy był. Poczuł furię i tylko dlatego, by nie przestraszyć chłopca jeszcze bardziej, nie rozwalił mieszkania.
Uklęknął przy nim i nieśmiało chwycił go za drobną dłoń. Spojrzał na Yoongiego i cicho poprosił, przy przyniósł jakieś ubrania. Najstarszy pokiwał głową i wyszedł, zostawiając ich samych w salonie.
- Nie płacz, słońce - Wyszeptał blondyn i starł łzy z jego policzków. Zaledwie chwilę później spłynęły po nim kolejne strugi - Jungkookie. Chodź, pójdziemy cię umyć, żebyś poczuł się lepiej. Ubierzesz się w coś wygodnego i później mi powiesz, dobrze?
Jungkook pokiwał głową. Pozwolił się podnieść i zanieść do łazienki, wtulając się w tors mężczyzny. Moment kulminacyjny nadszedł, gdy Taehyung zaczął go rozbierać. Wszystko do niego wróciło, zaczął krzyczeć i odtrącać od siebie kochające dłonie dwudziestolatka. Nie myślał racjonalnie, przed oczami miał tamtego faceta, który bezwstydnie go dotykał.
Uspokoił się dopiero po dwudziestu minutach. Siedział na kolanach Taehyunga, ściskając w dłoni jego koszulkę. Blondyn szeptał mu do ucha uspokajające słowa, gładząc jego plecy i całując go w czubek głowy. Jungkookowi zrobiło się wstyd. Tak cholernie wstyd. Bał się jedynej osoby, której tak naprawdę mógł zaufać.
- Jungkook, posłuchaj. Musisz się umyć. Nie będę patrzeć, obiecuję - Powiedział kojąco, gdy zobaczył, że chłopiec się uspokoił.
- Przeprasz-am - Wyszeptał słabo chłopiec i pozwolił Taehyungowi ściągnąć z siebie sweterek.
Mężczyzna bez słowa położył Kooka w wannie, w której była letnia woda. Zapytał, czy chłopiec da sobie radę, po czym wyszedł z łazienki i poleciał do kuchni. Zrobił sobie kawy i czekał. Po kilku minutach obok niego usiadł Yoongi, patrzący pustym wzrokiem w przestrzeń.
- Jak można być takim skurwielem? - Wyszeptał sam do siebie, zabierając Taehyungowi kawę.
Tej nocy nikt z tej trójki nie zasnął, czuwając nad Jungkookiem i słuchając tego, co chłopiec im mówił.
________
Sbksbsisnsksbs wyrobiłam się. Życzcie mi powodzenia z następnym rozdziałem i wyczekujcie 👉😏👉
xVx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

[13] marlboro CIGARETTES

Kiedyś napisałam jednej osobie, że jak napiszę tutaj smuta to porzygacie się słodkością. Ten gwałt się nie liczy, wybaczcie mi. Więc..........