wtorek, 23 maja 2017

[11] L&M CIGARETTES

Nie bijcie mnie
_________________


Było już późno. Jungkook drżał, było mu zimno, ale bał się wstać i zamknąć okno. Gdyby tylko się poruszył, koledzy jego ojca zapewne by go usłyszeli, a tego nie chciał. Więc dygotał na łóżku, przykryty cienką kołdrą, w równie cienkiej piżamie. Zaciskał oczy, jakby chcąc zniknąć, wrócić do Tae. Na samą myśl o cieple mężczyzny zrobiło mu się lepiej, lżej. Przetrwa tą noc by jutro spotkać się z blondynem i skraść z jego ust kilka słodkich pocałunków.
Głosy na dole ucichły. Poszli sobie? Kroki. To było następną rzeczą, którą słyszał Jungkook i zamarł. Kroki na schodach prowadzących na piętro. Jedyną osobą która była na piętrze był on. Wstrzymał oddech i mocniej zacisnął oczy, błagając, by nie sprawdziło się to, o czym myślał.
Drzwi do jego pokoju się otworzyły i w tamtym momencie Jungkook po prostu umarł. Zobojętniał, wiedział co się stanie, wiedział, że znowu będzie się siebie brzydził. Nie ma sensu krzyczeć czy się wyrywać. Nie ma po co, nie ma dla kogo i tak nikt go nie usłyszy. Tak było zawsze. Czy teraz też tak jest? Teraz jest Taehyung. Ma po co krzyczeć i się wyrywać, więc gdy tylko On odkrywa kołdrę, podskakuje i chce uciec jak najdalej.
Jakby już zapomniał jaki On jest silny. Łzy cisną mu się do oczu, gdy mężczyzna przesuwa dłońmi po jego biodrach, podwijając mu koszulkę od piżamy. Obrzydliwie dotyka tego samego ciała, które jeszcze wczoraj było dotykane z miłością i delikatnością.
Jungkook krzyczy i prosi by go zostawił. Już nie jest jego, On już nie ma prawa go dotykać, więc dlaczego? Zimno owiewa go jeszcze bardziej, gdy jego koszulka ląduje na podłodze, już nie powstrzymuje łez. Szarpie się, wyrywa - wszystko na nic. On trzyma go w kurczowym uścisku i nie ma zamiaru go puścić. Ustami sunie po jego klatce piersiowej, boleśnie zagryzając się w kilku miejscach, wsłuchując się w szloch dzieciaka. Dopiera do gumki jego spodenek i szybko je z niego zszarpuje, zerkając w górę. Na chwilę, krótką chwilę się zatrzymuje i po prostu patrzy na syna swojego przyjaciela. Patrzy na jego wykrzywioną w smutku twarz, na oczy roniące łzy. Patrzy na to dziecko i widzi, że coś się zmieniło. Jego postawa jest inna, wyrywa się bardziej niż zwykle błaga, jakby na kimś mu zależało. Jakny kogoś kochał.
To do niego dociera, uderza go prosto w twarz. Jego dziwka się w kimś zakochała. Następnym co czuje jest furia, cholerna złość, bo śmiał się oddać komuś innemu niż on. Będzie dla niego wyjątkowo ostry. Zbruka go, zniszczy, udowodni, że nie ma prawa pragnąć kogoś innego. Zrywa z niego bieliznę i jedną ręką przytrzymuje obie dłonie chłopca. Chłonie wzrokiem jego nagie ciało, dalej będąc tak cholernie złym. Jego, jego. Cały tylko jego. Szybko się rozbiera i patrzy na Jeona z kpiącym uśmiechem. Nachyla się i cmoka go w policzek, pozbywając się jego łez. Oblizuje wargi i następnym co robi, jest brutalne wejście w chłopca.
Kompletnie na sucho, bez przygotowania, bez niczego. Po same jądra. Przerażający krzyk przeszył powietrze. Jungkook wił się pod nim z ogromnego bólu, zdzierał sobie gardło i płakał.
Aż w końcu zabrakło mu sił. Z jego ust wydobywały się tylko słabe charkoty, łzy spływały ciurkami na poduszkę, gdy tak po prostu pozwalał się rżnąć. Nie miał siły ruszyć ręką, nogą, głową. Ledwo zamknął oczy, wyobrażając sobie, że On go nie dotyka, że siedzi przy osobie którą kocha. Przypomniał sobie jego słodkie pocałunki ten piękny uśmiech, którym Tae obdarzał tylko jego.
Teraz to wszystko prysło. W jego mózgu była tylko pustka, ostro kontrastująca z ogromnym bólem. Cierpiał katusze, on po prostu umierał pod tym mężczyzną, nie będąc w stanie złapać oddechu, gdy On ściskał go za szyję, podduszając.
Chciał umrzeć, w tamtym momencie chciał umrzeć tak cholernie mocno. Nie wychwycił nawet momentu, w którym On jęknął gardłowo i wyszedł z niego, łapiąc za ramiona i jak szmacianą lalkę, rzucając nim o ścianę.
Ból. Z jego tyłka leciała krew i coś, czym tak cholernie się brzydził. Nic nie warty śmieć. Bolało. Tak bardzo go bolało, ale nie mógł znaleźć ukojenia w niczym.
Nie potrafił sobie przypomnieć delikatnego dotyku mężczyzny, którego kochał. Teraz pamiętał tylko ból.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

[13] marlboro CIGARETTES

Kiedyś napisałam jednej osobie, że jak napiszę tutaj smuta to porzygacie się słodkością. Ten gwałt się nie liczy, wybaczcie mi. Więc..........