czwartek, 18 maja 2017

[6] death CIGARETTES

Taehyung naprawdę nienawidził ślubów. Nie sama ceremonia, z mówieniem "tak" i wymianą śliny na końcu - nie, to było jeszcze okej. Jednak gdy przychodziło co do czego - czytaj wesele - zmywał się najszybciej jak mógł. Mimo wszystko i tak musiał mieć na sobie marynarkę, co niezwykle go irytowało. I tak udało mu się ubrać pod spód pierwszą lepszą czarną koszulkę, co graniczyło z cudem. Wytrzymał tam i tak długo - aż cztery godziny - ale wewnętrznie umierał i musiał się naprawdę powstrzymywać, by niczego nie rozwalić.
Gdy tylko nadarzyła się okazja wyrwał się z tej niezwykle sztucznej atmosfery i ruszył pod swój sklepik, do swojego Jungkooka. Musiał tłuc się autobusami, bo po co komu prawo jazdy. Gdy tylko wysiadł na przystanku najbliższym ich miejscówce, ruszył prawie biegiem przed siebie. Stanął przed zakrętem, poprawił marynarkę - nawet przebrać się nie zdążył. Wyciągnął z kieszeni spodni czarne pudełko i prychnął. O ironio, wracał ze ślubu, a w dłoni trzymał papierosy nawiązujące nazwą do śmierci. Wziął głęboki oddech i wysunął jedną sztukę. Włożył ją między wargi i spokojnym krokiem wyszedł zza zakrętu.
Jungkook już tam siedział i znudzony machał nogami. Usłyszał kroki, więc podniósł głowę i uśmiechnął się szeroko, widząc blondyna. Zlustrował go wzrokiem, a jego uśmiech zbladł. Taehyung wyglądał jak jakiś walony bóg, syn Afrodyty, czy w co oni tam wierzyli w starożytnej Grecji.
Blondyn podszedł do niego z lekkim uśmiechem i objął go ramionami. Chciał go pocałować, fakt, ale nie wiedział, czy może. W końcu kilka przelotnych muśnięć, nie znaczyło praktycznie nic. Dlatego szybko odsunął się i usiadł obok, podając młodemu pudełko. Kolejny raz siedzieli w ciszy, która z każdym dniem nabierała nowego znaczenia, a słowa wiszące w powietrzu stawały się coraz cięższe, co o dziwo nie pogarszało panującej między nimi atmosfery.
Ich relacja była wyjątkowo dziwna. Znali się stosunkowo krótko, skradali sobie pocałunki, mało rozmawiali, ale czuli do siebie zaufanie, z nieznanych im obu powodów. Oboje wciągali siebie w nałogi, jednak jeden z nich dalej nie miał o tym pojęcia.
Bowiem Taehyung zarażał Jungkooka papierosami, a Jungkook Taehyunga - miłością.
***
Jungkook otworzył drzwi i na palcach wszedł do środka. Bał się obudzić kogokolwiek, w końcu było już dobrze po drugiej w nocy, a on tak po prostu wracał, wiedząc, że jeśli ktoś go zobaczy, będzie miał przesrane. Przemknął się do swojego pokoju i najciszej jak się dało zamknął za sobą drzwi, oddychając z ulgą. Zjechał na dół, siadając na ziemi i przymknął oczy, przypominając sobie smak usta Taehyunga, gdy się żegnali.
Ciche chrząknięcie przerwało jego rozmyślania. Przerażony otworzył oczy i zauważył ciemną postać stojącą przodem do okna. Jungkook nerwowo przemknął ślinę, ale nie zdążył nawet wstać, bo poczuł ogromnie silne uderzenie w brzuch. Jęknął słabo i ponownie upadł na podłogę. Nie miał siły się bronić, jego ciało i tak było zbyt osłabione, a dodatkowo zaczął palić, co tylko pogarszało jego stan.
Leżał na chłodnych panelach, cicho skomląc i znosząc kolejne uderzenia i wyzwiska. Wszystko go bolało, wręcz pulsowało z bólu, a jedyną myślą, której się trzymał, by nie zemdleć był Taehyung i jego miękkie wargi.
Gdyby mógł,  uśmiechnąłby się lekko, ale nawet to wydawało się dla niego zbyt dużym wysiłkiem, więc tego nie zrobił. Nie czuł bólu, nie słyszał słów skierowanych w jego stronę, jego serce raz za razem powtarzało imię starszego, mózg podsuwał jego obraz, a ciało nagle zaczęło płonąć z innego powodu. Wyobrażał sobie, ze Kim trzyma go teraz w ramionach, opierając głowę na jego ramieniu, i wypuszczając dym z ust tuż obok jego ucha. Wręcz czuł zamach dymu, a dotyk blondyna był prawie namacalny.
Zemdlał z bólu, tak naprawdę go nie czując. Myślami krążył wokół jego pięknego mężczyzny, który w tak krótkim czasie stał się jego oazą spokoju, jego przystankiem od złych myśli i chwil, złodziejem drobnych pocałunków z warg Jungkooka. Choć prawda była taka, że nie musiał nic kraść, bo usta młodszego już dawno były jego.
_______
Dzień doberek. Jak tam życie? Lubicie to opowiadanie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

[13] marlboro CIGARETTES

Kiedyś napisałam jednej osobie, że jak napiszę tutaj smuta to porzygacie się słodkością. Ten gwałt się nie liczy, wybaczcie mi. Więc..........