Kiedyś napisałam jednej osobie, że jak napiszę tutaj smuta to porzygacie się słodkością. Ten gwałt się nie liczy, wybaczcie mi. Więc......................... (taktyczny wielokropek wpierdolu) czelendż akcepted, płaczcie z miłości.
______________________________
Miesiąc.
Minął miesiąc, podczas którego spotykali się po szkole i pracy, rozmawiając i ucząc się siebie nawzajem. Dokładniej się poznając. Słowami i ustami. Trzydzieści dni upewniania się, że wylądowali na tej samej tratwie w ich własnym oceanie miłości. Tylko oni dwoje, papierosy i miłość.
Trzydziestego pierwszego dnia siedzieli u Taehyunga w mieszkaniu, wśród zapalonych świeczek i słodkich pocałunków. Podobało im się to, co ich łączyło. Delikatność, słodycz i bezgraniczne zaufanie.
Jungkook ufał starszemu, wiedział że nie musi się go bać. Nigdy by go nie skrzywdził. Dbał o niego jak o największy skarb. Dlatego też z jego ust padło jedno zdanie, które kompletnie namieszało w głowie Kim Taehyunga.
- Tae - Jungkook mruknął słodko, patrząc prosto w oczy blondyna - Tae, kochaj się ze mną.
Młodszy wielokrotnie został brutalnie zgwałcony, Kim to wiedział. Teraz on miał pokazać mu, czym jest rozkosz i miłość cielesna. Wiedział, że to jest złe. Wiedział, że Jeon jest niepełnoletni, ale po prostu nie umiał mu odmówić.
Spojrzał na chłopca i przygryzł wargę, walcząc ze sobą. Z jednej strony chciał mu pokazać miłość, dotknąć i czule szeptać do ucha, z drugiej nie. Nie, po prostu nie. Jeszcze by go skrzywdził. Jungkook chyba zobaczył jego wahanie, bo w przypływie odwagi wdrapał mu się na kolana, chwytając jego policzki w swoje rączki.
- Hyung - Wydął dolną wargę, by następnie cmoknąć go czule w usta. Kusił go, igrał z ogniem. Jednak robił to tak subtelnie, niewinnie i słodko, że Taehyung po prostu się pod nim topił - Proszę...
Kim na niego spojrzał. Badał wzrokiem jego twarz, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Miał przy sobie anioła, pięknego anioła. Najpiękniejszego ze wszystkich. Miał okazję dotknięcia go, zbadania tego dzieła sztuki z bliska, poznania struktury jego skóry, pochłonięcia wzrokiem całego porcelanowego ciałka, ale po prostu się bał. Nie chciał go zranić, zrazić do siebie, skrzywdzić. Jednak gdy widział to proszące spojrzenie... on po prostu uległ.
Położył dłonie na jego biodrach, delikatnie i z czułością. Oparł swoje czoło o te jego i zaczął gładzić kciukami jego skórę.
- Gdyby cokolwiek się działo, po prostu powiedz, żebym przestał - Wyszeptał, poddając się. Jeon gorliwie pokiwał głową, czując jak jego serduszko przyśpiesza. Chciał tego, chciał Taehyunga, chciał przestać się bać.
Blondyn złączył ich wargi w długim pocałunku, który z każdą chwilą zmieniał się na bardziej pożądliwy, nie przestając być słodkim. Każdy ich pocałunek był po prostu przepełniony urokiem, tak bardzo, że Jungkook czując wargi mężczyzny na swoich miał ochotę krzyczeć i piszczeć jak zakochana nastolatka. Którą w sumie był. Ale w wersji męskiej.
Nogi młodszego oplotły Tae w pasie, a ten wykorzystał to i przeniósł ich do sypialni, po drodze uważając, by przypadkowo nie uderzyć o coś Jeona. Delikatnie ułożył go na pościeli i zawisł nad chłopcem, wzrokiem skanując jego twarz.
To była kolejna różnica między mężczyzną którego kochał, a mężczyzną którego nienawidził. Ten pierwszy robił wszystko z rozczulającą czułością, dbając o to, by nastolatkowi było dobrze, by zasmakował nieba. Ten drugi kompletnie nie liczył się z jego uczuciami, traktując go jak zabawkę (którą dla niego był).
Taehyung ustami muskał szyję chłopca. Składał na niej motyle pocałunki, czasami delikatnie przygryzając skórę we wrażliwych miejscach. Mniejszy cicho wzdychał, odchylając głowę w bok, by dać mężczyźnie większe pole do popisu. Swoje małe dłonie miał zarzucone na kark blondyna, od czasu do czasu zaciskając paluszki na końcówkach kosmyków ukochanego.
- Jesteś tak cholernie śliczny, Jungkook - Słowa Tae wywołały soczyście czerwone rumieńce na policzkach chłopca. Kiedy on to mówił, Kookie naprawdę w to wierzył. Czując na sobie spojrzenie mężczyzny czy jego dotyk po prostu wiedział, że dla niego jest piękny. Chciał to czuć zawsze, chciał być pięknym chłopcem Taehyunga, potrzebował tego tak mocno, że aż go bolało.
Duże dłonie Tae kojąco wędrowały po jego ciele, wsuwając się pod różową koszulkę czy zaciskając na biodrach. To było dla niego naprawdę dużo. Idealne usta i idealne dłonie, dotykające tylko jego. Jego serduszko trzepotało, gdy blondyn co chwilę pytał go, czy jest dobrze i czy chce dalej.
Chciał. Boleśnie mocno chciał. Różowy materiał zniknął z jego ramion, rzucony gdzieś do tyłu. Normalnie już by się zasłonił, ale on naprawdę nie bał się ani nie wstydził blond mężczyzny nad nim, będąc zbyt mocno zaabsorbowanym jego oczami. Starszy wodził ustami po pięknym ciele Jungkooka, starając się trzymać resztek samokontroli, które jeszcze w nim zostały.
Dotykał anioła. Mój boże, dotykał uosobienia piękna i jego własnych marzeń. Ba, to Jungkook był jego marzeniem. Był tak cholernie szczęśliwy, zsuwając z jego ud ciasne spodnie i obsypując te boskie nogi pocałunkami. Miał swoje własne dzieło sztuki na wyłączność. Tylko teraz i prawdopodobnie tylko raz, ale trudno. Nie wiedział, że ten jeden raz miał zamienić się w milion innych, słodkich razów.
Chłopiec pod nim wciągnął powietrze, gdy ucałował wewnętrzną stronę jego uda, zaraz unosząc się na łokciach i obracając się tak, że siedział na biodrach starszego. Patrzył na niego z gwiazdami w oczach i Taehyung mógł przysiąc, że w tamtym momencie po prostu spadł z tratwy u zaczął topić się w oceanie miłości do tego siedemnastolatka. I nie miał nic przeciwko dopóty, dopóki ten ocean nosił imię anioła, siedzącego na jego biodrach.
Jungkook rozpinał guziki koszuli mężczyzny, posyłając mu niewinne spojrzenia. Zsunął materiał z szerokich ramion Taehyunga i pochylił się, zasysając się na jego szyi. Bo chciał, by każdy wiedział, że Taehyung przez ten jeden wieczór był tylko jego. Poruszył biodrami, wywołując gardłowy jęk Kima.
Po chwili znowu wylądował na dole, wzrokiem badając twarz mężczyzny, którego bądź co bądź, kochał. Zatopił dłoń w jego włosach i mocno za nie pociągnął, gdy Tae pocałował go tuż nad linią jego bokserek.
Długimi palcami złapał za gumkę i spojrzał w oczy chłopca, chcąc upewnić się, że jest dobrze. Kookie pokiwał głową, jakby czytając mu w myślach. Nie wahał się dłużej i ściągnął z bruneta ostatni zakrywający go materiał.
- Tak cholernie piękny - Wyszeptał, rozszerzając nogi chłopca i owiewając jego wejście ciepłym oddechem. Zadrżał i zacisnął oczy.
Na ułamek sekundy poczuł strach. Przypomniał sobie dotyk jego prześladowcy, ból i upokorzenia. Zaraz później poczuł delikatny dotyk na policzku, więc otworzył oczy i spotkał ten czuły wzrok. Jego serce stanęło, by zacząć bić jeszcze szybciej zaledwie po chwili.
- Jest dobrze, Tae - Szepnął uspokajająco i uśmiechnął się lekko. Było dobrze. Nie byli u niego w domu, Taehyung nie był gwałcicielem, a on chciał. Chciał i cholernie kochał mężczyznę nad nim.
- Jesteś śliczny Kookie - Szepnął blondyn, patrząc mu głęboko w oczy - Śliczny i tylko mój - Przygryzł płatek jego ucha i na chwilę się od niego oderwał. Sięgnął dłonią do szafki, wyjmując z niej brzoskwiniowy lubrykant i natychmiast wrócił do chłopca. Spojrzał na niego (tak samo intensywnie, z miłością i czułością w oczach. Kookie lubił to spojrzenie) - Na początku będzie cię troszkę boleć, jednak zrobię wszystko, byś tego nie poczuł. Później będzie naprawdę przyjemnie - Pogłaskał policzek Jeona, który pokiwał niepewnie głową.
Ufał Taehyungowi.
Mężczyzna otworzył butelkę i wylał trochę cieczy na swoje palce. Obdarzył swojego aniołka długim spojrzeniem i zarzucił sobie jego łydki na ramiona, by mieć do niego lepszy dostęp. Obsypał jego uda kolejną partią słodkich pocałunków, na końcu układając wargi na wejściu chłopca. Najdelikatniej jak potrafił, wsunął w niego jeden palec do pierwszej kostki i usłyszał ciche syknięcie ze strony jego słoneczka.
Bolało, tylko trochę. Jungkook wiedział, że to był dopiero początek, ale nie narzekał. Świadomość, że za chwilę będzie najbliżej Taehyunga jak tylko się da, sprawiała, że on naprawdę nie odczuwał dyskomfortu. Przynajmniej teraz.
Kim wsunął palec do końca, wsłuchując się w anielskie dźwięki słodkiego siedemnastolatka. Wolno poruszał palcem, po chwili dodając drugi. Krzyżował je, wyginał, robił wszystko, by jak najlepiej przygotować Kookiego. Po kilku minutach dodał trzeci, a brunet już czuł się jak w niebie, bo cholera, dłonie Taehyunga były idealne, a to, co potrafił z nimi zrobić...
- Tae - Jęknął siedemnastolatek, wyginając plecy w łuk. Cholera, blondyn mógł słuchać tych jęków codziennie. Były piękne. Jungkook był piękny.
Wysunął z niego palce, a młodszy sapnął na nagłe uczucie pustki. Taehyung ściągnął swoje bokserki, patrząc zadziornie na Jungkooka, który zachłysnął się powietrzem. Jezus maria, jak on ma zamiar to w niego wsadzić?
- Na pewno? - Spytał jeszcze raz Taehyung, wyczekująco patrząc na nastolatka. Naprawdę był w stanie teraz przestać i odsunąć się od Kooka, słysząc tylko jedno "nie". Nie chciał go poganiać, chciał go kochać kiedy tylko Jungkook będzie na to gotowy.
Ale on już wiedział. Pewnie pokiwał głową, wypuszczając z ust drżący oddech. Zamknął oczy. Słyszał, jak Taehyung coś robi, ale nie chciał widzieć. Starał się opanować rosnący strach, chociaż serce waliło mu jak młotem, a żołądek nerwowo ściskał się ze zdenerwowania.
Taehyung zawisł nad nim i złączył ich dłonie, splatając palce. W tamtym momencie młodszy przestał odczuwać jakikolwiek lęk. Patrzył na swojego mężczyznę, czuł jego dotyk, jego miłość. Kim złączył ich usta w długim, tęsknym pocałunku, który cały aż krzyczał miłością.
Blondyn delikatnie wszedł w mniejszego, który krzyknął w jego usta. Przestraszony, odsunął się kawałeczek, wycierając łezki z jego policzków i wtulając w siebie ciałko chłopca. Gładził go po plecach i czekał, aż jego aniołek się przyzwyczai. Cierpliwie czekał, trzymając przy sobie najpiękniejszą istotkę na całym świecie. Ba, to Jungkook był jego światem.
- Już - Usłyszał. Delikatnie poruszył się w mniejszym, pozwalając sobie na gardłowy jęk.
- Kookie - Wyszeptał młodszemu do ucha - Jesteś aniołem, wiesz?
Teraz Jeon czuł się naprawdę cudownie. Był tak blisko Taehyunga, który dawał mu ogromną przyjemność, wolno ruszając biodrami. Miał wrażenie, że on też wpadł do bezgranicznie głębokiego oceanu miłości. Ale było dobrze. Było dobrze, bo kochał Taehyunga.
I nie zamierzał przestawać.
Imię starszego raz po raz opuszczało jego usta, dłonie ciągnęły za blond kosmyki jego własnej definicji perfekcji. Mięśnie zaciskały się kurczowo na Taehyungu, gdy blade nogi siedemnastolatka oplatały go w pasie. Było im dobrze, tak cholernie idealnie. Pokazywali sobie niebo, uzależniali się od siebie. Widzieli w swoich oczach gwiazdy, każdy dotyk wywoływał pożar w ich sercach.
Sercach, bijącym jednym rytmem. Puk puk, puk puk.
- Słodki jezu - Taehyung warknął, bo kurwa, Jungkook przyjmował go tak dobrze, w dodatku wyglądał pod nim tak piekielnie ślicznie, że na sam jego widok był na szczycie. Chłopiec wykrzyknął jego imię i wygiął plecy w łuk, dochodząc.
To Taehyung do tego doprowadził, to z imieniem blondyna na ustach zasmakował nieba. To dla Taehyunga chciał walczyć i to do starszego należał. Bo był tylko jego, oboje to wiedzieli.
Tego jednego wieczoru, tej jednej nocy należeli do siebie nawzajem.
Kilka ruchów biodrami, najsłodszy widok pod nim i mężczyzna doszedł, spuszczając się w prezerwatywę. Opadł obok chłopca, ciężko dysząc i spojrzał w bok.
Duże, brązowe oczy patrzyły na niego z tym czymś, wywołując ciarki na jego plecach. Drobna dłoń kreśliła szlaczki na jego klatce piersiowej, sprawiając, że się uśmiechał. Miał obok siebie dzieło sztuki, które sprawiało, że szalał.
Wyszedł z niego i wyrzucił prezerwatywę do kosza, zaraz wracając do ukochanego. Położył się obok, okrył ich kołdrą i objął siedemnastolatka ramionami, całując go w czoło.
Ich nogi były splecione, podobnie jak dłonie. Wtulali się w siebie, słuchając bicia swoich serc. I choć żaden nie powiedział tego na głos, wiedzieli.
Na usta cisnęły im się dwa słowa, które postanowili zachować na lepszy moment. Jednak już wiedzieli. Kochali siebie, do bólu, bezgranicznie i do końca.
_________
- Dzień dobry - Cichy głosik przerwał jego rozmyślania. Odwrócił się w jego stronę i zamarł. W drzwiach do kuchni stał Jungkook z roztrzepanymi włosami i zbyt dużą koszulą Tae na ramionach. Starszy mógł przysiąc, że Kookie w jego ubraniach doprowadzał go do szału. Trzy pierwsze guziki biało-niebieskiej tkaniny były rozpięte, odsłaniając wyraźne obojczyki siedemnastolatka. Spod koszuli wystawały mleczne nogi Jeona, dodając mu uroku jak i seksapilu. Taehyung nawet nie zauważył, że się na niego gapił, dopóki policzki chłopca nie oblały się soczystą czerwienią. Potrząsnął głową i podszedł do bruneta. Ułożył rękę na jego talii i słodko ucałował w usta.
- Dzień dobry, aniołku. Jak się spało? - Spytał, opierając brodę na głowie młodszego. Ten wtulił się w niego, zaciągając się zapachem Taehyunga.
- Bosko - Odpowiedział i posłał Tae szczery i rozczulający uśmiech.
- Cieszę się. Robię nam coś do jedzenia - Kim zauważył, że oczy Jungkooka jeszcze bardziej rozbłysły na wzmiankę o jedzeniu, więc cicho się zaśmiał i pociągnął chłopca za rękę w stronę wyspy kuchennej.
________
- Co ty na to, by gdzieś ze mną wyjść? Na randkę? - Sehun stał obok Jeona, trzymając jedną rękę na jego ramieniu. Brunet nie czuł się komfortowo. Nie mógł poradzić nic na to, że jedyną osobą której się nie bał, był Kim Taehyung.
- Sehun, przepraszam - Przesunął wzrokiem po ludziach stojących pod szkołą - Ale już kogoś mam.
Blondyn nie mógł udawać, że nie widzi jak oczy jego crusha zaczynają błyszczeć na czyjś widok. Nie mógł udawać, że nie widzi radości, z jaką Jungkook szedł do tego kogoś. Widział też ten delikatny sposób, w jaki obcy mu mężczyzna kładł dłonie na biodrach bruneta. Widział ich słodki pocałunek, splecione dłonie i ufne spojrzenia. Widział też paczkę Marlboro w kieszeni blondyna.
Widział ich miłość, nałóg i zaufanie.
_____________
Yup, pisałam to chyba 6 razy. Raz mi się usunęło, trzy razy mi coś nie pasowało i raz na brudno. Never again, nie umiem w smuty. Jak tam feelsy? Umarliście już? Bo ja tak. Z wyczerpania. Nie spałam jedną noc pisząc to. Rozdział był na 4k słów ale nie, wattpad mnie nie lubi i mi usunął. Więc jest na połowę mniej, bo nie umiałam już napisać tego, co tam, za co z całego serduszka przepraszam, eh.
xVx.