- Masz śliczne włosy - Mruknął Taehyung,
palcami przeczesując ciemne kosmyki chłopca. Ten uroczo zmarszczył nosek, ufnie wtulając się w ciało starszego. Zachowywał się dzisiaj nerwowo, chcąc coś powiedzieć. Wstydził się swojego zachowania, jego ojciec wylądował w szpitalu, a on bezczelnie się z tego cieszył.
palcami przeczesując ciemne kosmyki chłopca. Ten uroczo zmarszczył nosek, ufnie wtulając się w ciało starszego. Zachowywał się dzisiaj nerwowo, chcąc coś powiedzieć. Wstydził się swojego zachowania, jego ojciec wylądował w szpitalu, a on bezczelnie się z tego cieszył.
- Wiesz, Taehyungie, chciałem ci coś powiedzieć - Zaczął niepewnie, palcami rysując wzorki na odkrytej klatce piersiowej właściciela mieszkania.
- Mhm - Mruknął Taehyung, starając się stłumić uśmiech, spowodowany bliskością siedemnastolatka.
- Mój ojciec wylądował w szpitalu - Wyszeptał Jungkook, naprawdę za wszelką cenę nie chcąc brzmieć, jakby się cieszył.
Nie mógł nic poradzić na to, że na samą myśl o śmierci mężczyzny robiło mu się lekko na duszy. Ten gnój znęcał się nad nim od lat, Taehyung w pewnym sensie rozumiał radość Jeona. Uśmiechnął się lekko i pocałował bruneta w skroń, przymykając oczy. Było mu z nim dobrze, ze wzajemnością.
Ich serca szalały, wybijały nieznane im dotąd rytmy. Nie byli źli, zmęczeni, nie - byli zauroczeni, tak beznadziejnie zapatrzeni w sobie. Przyjemne ciarki rozchodziły się po ich plecach z każdym najmniejszym dotykiem, mózg stwierdzał "pieprzyć to", gdy ich wargi się ze sobą stykały, nawet ten upierdliwy głos w głowie Taehyunga się zamykał, gdy był blisko Jungkooka. Tak, popadał w coraz większe zauroczenie tym dzieciakiem. Czy miał zamiar coś z tym zrobić? Nie, definitywnie nie.
- Co mu się stało? - Spytał w końcu Tae. Młodszy tylko wzruszył ramionami. Szczerze, to go to nie obchodziło. Niech sobie tam zdycha z byle jakiego powodu, jemu to wisi. Niech tylko nikt więcej, nikt oprócz Taehyunga go nie dotyka.
Spojrzał w górę, w te przepełnione miłością oczy. Tu było jego miejsce, tu Jungkook mógł się uśmiechnąć, wziąć głęboki oddech, czerpać przyjemność i poczuć się kochanym. Taehyung nie dotykał go w ten sposób, nie pośpieszał. Jungkook odwzajemniał się słodkimi pocałunkami, najpiękniejszym uśmiechem i niesamowitą ufnością.
Kilka godzin później Taehyung stał na balkonie, między palcami trzymając papierosa. Gauloises. Prychnął, nie lubił ich tak samo jak belwederów, jednak mimo to, to właśnie gdy palił to gówno spotkał swoje słońce. Uśmiechnął się na to wspomnienie i cicho westchnął, zaciągając się. Chude rączki oplotły go w pasie, a on nawet się nie wzdrygnął, wiedząc, że to Jungkook. Chodzący i najpiękniejszy na całym świecie anioł.
Nie musieli rozmawiać, nie musieli palić, nie musieli się całować, po co im to było, skoro mieli siebie tutaj, teraz. Obejmujących się na balkonie, patrzących sobie w oczy, coraz bardziej zakochujących się z więzi, która ich łączyła, coraz bardziej zakochując się w sobie.
Śmierć, nałogi, wyjazdy, praca czy szkoła, to nie było ważne. Gdy mieli siebie nic, do cholery nic nie mogło odebrać im szczęścia, a gdy tylko czemuś pozornie się to udawało, natychmiast jedno z nich pomagało temu drugiemu. Bo na tym polega miłość, prawda?
Więc czy Taehyung zakochał się w tym dzieciaku, opierającym się o barierkę balkonu, palącym jego papierosy? Czy zakochał się w siedemnastolatku o kruchym ciałku, które okrywała teraz jego bluza?
Czy Jungkook kochał mężczyznę, który pokazał mu zaufanie i wszystko co teraz miał? Czy kochał czuć jego zapach, jego ubrania na sobie, jego ramiona, czule go obejmujące? Czy go kochał?
Oboje nad tym myśleli i w mniej więcej równym czasie, gdy spojrzeli sobie w oczy, wiedzieli.
Tak.
______________
Zrobiłabym maraton ALE mi się nie chce ewh
Zrobiłabym maraton ALE mi się nie chce ewh
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz