sobota, 20 maja 2017

[8] dunhill CIGARETTES

" Woda wiedziała więcej o nas niż my sami;
Że to ostatnia nasza schadzka pod drzewami
Wysokimi nad rzeką, która w wolnym biegu
Fal odbijała nasze postacie na brzegu,
Siedzące w ostatniego słońca bladym błysku,
Na chwastami obrosłym świątyni zwalisku.
W głębokim bezprzeczuciu słuchaliśmy w ciszy,
Za czym tęskni, jak w chmurach płonących wysoko
Wszystkich kształtów dopatrzy się marzące oko.
Lecz woda znała przyszłość, jawiąc nam rozlewne
Odbicia nasze, zmienne i chwili niepewne,
Zwierciedląc usta nasze w swej ciemnej głębinie,
Złączone w pocałunku pierwszym - na ruinie" *
Jungkook wyszedł z łazienki w odrobinę zbyt dużej koszulce Tae i czystej bieliźnie. Starszy bardzo dokładnie widział jego szczupłe nogi, pokryte siniakami. Chłopiec roztrzepał mokre jeszcze włosy ręką i podszedł do właściciela mieszkania. Usiadł obok niego na kanapie i rozejrzał się. Ostatnim razem, gdy tu był, niespecjalnie miał czas na przeskanowanie pomieszczenia wzrokiem. Czuł na sobie palące spojrzenie Taehyunga, ale musiał pomyśleć, co może powiedzieć, a czego nie.
Ciepła i duża dłoń blondyna spoczywała na udzie dzieciaka. Leciutko, prawie niezauważalnie gładził miękką skórę palcami, jednak oboje to czuli. Taehyung przyglądał się tej drobnej istotce, nie mogąc powstrzymać uśmiechu cisnącego mu się na usta. Bo Jungkook, mimo tych wszystkich siniaków i malutkich blizn dalej był tak bardzo piękny. Mimo to, ciemne ślady kompletnie nie pasowały do jasnej skóry chłopca i Taehyung naprawdę chciał go zobaczyć bez tych wszystkich siniaków.
Jungkook złapał palcami za kciuk u prawej dłoni starszego, patrząc mu głęboko w oczy. Bał się o tym mówić, nie chciał, by ktokolwiek wiedział, ale czuł, że Kim Taehyungowi można zaufać. Dlatego po chwili zaczął mówić, choć jego głos bardzo drżał i co chwilę się załamywał.
- J-ja mam dość nieciekawą sytuację w domu - Wyszeptał i pociągnął nosem, naprawdę nie chcąc płakać - Moja mama się mną nie przejmuje - Przypomniał sobie te wszystkie chwile, kiedy brat go katował, a ona stała z obojętną miną, nawet nie mrugając, gdy błagał ją o pomoc. To bolało go najbardziej. Kobieta, która nosiła go w sobie przez dobre dziewięć miesięcy kompletnie nie przejmowała się jego losem - A mój starszy brat - Nie chciał tego mówić, nie przeszłoby mu to przez gardło. Jeszcze do niedawna wmawiał sobie, że to wszystko dla jego dobra, że brat go kocha, dba o niego. Teraz jednak patrzył na swoje ciało z obrzydzeniem, widząc tam wszystkie siniaki, które sprawił mu ukochany braciszek. Bez słowa podwinął koszulkę, którą miał na sobie i po prostu pokazał starszemu poobijane żebra.
Taehyung gwałtownie  wciągnął powietrze. Zrobiło mu się słabo, chciał ucałować każdy malutki ślad na tym chłopcu, chciał, żeby na chwilę zapomniał o bólu i skupił się na czymś przyjemnym. Z drugiej strony nie chciał przesadzić, przerażała go myśl, że mógłby skrzywdzić tego dzieciaka. Delikatnie chwycił jego dłonie i przysunął się bliżej, patrząc na niego z dziwnym ciepłem w oczach.
Przypomniał sobie ich pierwszy "pocałunek". Pomyśleć, że nałóg doprowadził go do tego cudownego aniołka, który potrzebował pomocy. Potrzebował pomocy i padło na Taehyunga, by mu jej udzielił.
Bawił się palcami chłopca, myśląc. Chciał mu pomóc, tak bardzo chciał to zrobić, ale nie wiedział jak. Jeon był jeszcze niepełnoletni i nie mógł tak po prostu zwiać z domu, miał szkołę i inne takie. Wiedział, że do osiemnastych urodzin brakuje mu kilku miesięcy, miał nadzieję, że po tamtym czasie chłopiec choć na chwilę z nim zamieszka, uwalniając się od toksycznej rodziny.
Nachylił się nad Jungkookiem i ułożył swoje wargi na tych należących do chłopca. Nie potrzebowali słów, nie musieli nic sobie pokazywać, udowadniać, tłumaczyć. Wystarczył jeden motyli pocałunek i oboje wiedzieli już wszystko. Duże dłonie blondyna zaczęły gładzić jego biodra w uspokajającym geście, na co Jungkook się wzdrygnął. Przez myśl przebiegły mu obleśne dłonie starszego faceta, znowu usłyszał ten znienawidzony głos i poczuł dziwną gulę w gardle, ale szybko się opamiętał. To nie był żaden tam zboczony przyjaciel ojca, który przychodził do niego w nocy i bezczelnie go dotykał, to był jego Taehyung.
Złe myśli odeszły wraz z pierwszym, słodkim poruszeniem się warg. Nie było w tym nic złego, Jungkook się do tego przekonywał z każdą kolejną sekundą. Muśnięcie skrzydeł motyla, miód, pizza, czekolada, Taehyung, papierosy - ten pocałunek był wszystkim, co Kook tak bardzo kochał. Był bezpieczeństwem, zapomnieniem, słodkimi słówkami, sztuką. Najpiękniejszym wierszem Leopolda Staffa, najcudowniejszą rzeźbą Michała Anioła, najwspanialszą muzyką Mozarta. Przez ten piękny moment nie czuł się brzydki, naznaczony siniakami. W tamtej chwili był najcudowniejszą częścią życia starszego, był jego własnym, małym światem.
Dzieciak wciągnął powietrze, gdy rozgrzane usta Taehyunga dotknęły jednego z wielu siniaków. Wrażenia potęgowały długie palce starszego, spokojnie tworzące wzory na brzuszku chłopca. Jungkook czuł się piękny, tak cholernie piękny, gdy Kim robił z niego sztukę, scałowywał ból z ran i śladów, zostawiając tam jakby małe motylki, trzepoczące raz po raz skrzydełkami.
Już nie było żadnego obleśnego faceta, jego ojca, matki, brata, papierosów, siniaków czy strachu. Byli tylko oni. Jako jedność, choć wcale nie byli złączeni stosunkiem. Ich połączył najpiękniejszy wiersz Leopolda Staffa, najcudowniejsza rzeźba Michała Anioła i najwspanialsza muzyka Mozarta. I Jungkook mógł przysiąc, że słyszał, jak Taehyung recytuje mu "Koronę"
___
" W rubin stopić swą dumę i serdeczny ból,
W szmaragd nadzieje swoje i lasów zielenie,
W topaz swą młodość złotą i zboże wszech pól,
W szafir morze i słodkich twych oczu wspomnienie.
I w żarze, którym serca tchną mego płomienie,
Z złota, jakiego nie śni dla twych miodów ul,
Bez wytchnienia kuć dla cię, dzień i noc, szalenie,
Koronę, jakiej nie znał żaden ziemi król.
I zaprzysiągłszy ci się na życie i grób,
To świata wszechbogactwo rzucić ci do stóp,
I bezgraniczne szczęście swe płakać w łez zdroju;
Potem, pośród zamęty rozkoszy i mąk,
Oszaleć od pierwszego dotknięcia twych rąk
I lecieć umrzeć za cię w jakimś strasznym boju" **
________
* Leopold Staff "Na ruinie"
** Leopold Staff "Korona"
___________
Again was kocham
Pozdrawiam Justynkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

[13] marlboro CIGARETTES

Kiedyś napisałam jednej osobie, że jak napiszę tutaj smuta to porzygacie się słodkością. Ten gwałt się nie liczy, wybaczcie mi. Więc..........