Jungkook biegł. Potykał się na prostym chodniku, miał mroczki przed oczami, było mu słabo, ale biegł.
Zatrzymał się dopiero pod sklepem, tuż obok Taehyunga. Dyszał, stając obok niego. Uspokoił oddech, wydawałoby się, że serce też. Błąd. Jego serce dalej biło szalenie szybko, przez.co dalej miał zawroty głowy.
Taehyung nie wiedział, jak przywitać się z chłopakiem. Chwilę nad tym myślał, aż ostatecznie pochylił się nad nim i... Pocałował go w czoło. Patrzył z lekkim uśmiechem, jak Jungkook marszczy nosek i lekko się rumieni. Lubił tego chłopca.
- Jak tam? - Spytał, podając mu pudełko. Jeon westchnął w duszy, bo bądźmy szczerzy, miał nadzieję, że starszy poczęstuje go papierosami tak jak ostatnio. Nie zrobił tego jednak, a lekko smutny nastolatek wyciągnął jedną sztukę.
- Da się przeżyć. - Odpowiedział całkiem szczerze i odpalił fajkę. Jego serce w końcu przestało bić tak szybko, a do płuc dostał się gryzący dym, który już nie robił na nim żadnego znaczenia.
Kim pokiwał głową, obracając głowę. Zeszłej nocy dużo myślał, nad tym co się stało. Stwierdził, że musi przeprosić. Nie chciałby wymuszać nic na tym chłopaku, a przecież tamten pocałunek wyszedł tak jakby z jego inicjatywy. I tu naprawdę nie liczyło się, że Jungkook sam go do tego zachęcił.
- Jeśli chodzi o wczoraj... - Zaczął. Jungkook poczuł lekko strach. Bał się tego, co powie starszy, więc z jego ust samoistnie wyrwało się jedno zdanie.
- Rób mi tak częściej - Wyszeptał. Zaskoczony Taehyung spojrzał na niego z góry, nie wiedząc, czy dobrze usłyszał.
Nie chciał pytać ponownie, dlatego wstał i podszedł do chłopaka, znajdując sobie miejsce między jego nogami. Patrzył na Jungkooka z lekkim uśmiechem, przyglądał się jego ślicznej twarzy, niewinnemu spojrzeniu i lekko zmarszczonemu noskowi. Nachylił się nad nim i drugi raz tego wieczora pocałował go w czoło. Jungkook chciał coś powiedzieć, jednak Tae przeniósł swoje usta na jego policzki, następnie czubek nosa, ostatecznie całując kącik jego ust.
Jungkook nie wytrzymał. Brakowało mu jakiegokolwiek ciepła, a ten mężczyzna, którego poznał kilka tygodni temu, wywoływał w nim ogień. Nie myślał, gdy położył mu rękę na karku i przyciągnął do długiego i słodkiego pocałunku. Taehyung zaś nie myślał, gdy oddawał ten pocałunek.
Odrywali się od siebie sporadycznie i to na krótką chwilę - tylko, by zaczerpnąć powietrza. Sami nie wiedzieli, co nimi kierowało, ale nie mieli zamiaru protestować. Wręcz przeciwnie - podobało im się to.
Z zamkniętymi oczami i ustami, które poruszały się w ich własnym tempie, z jedną parą drobnych rąk, oplecionych wokół karku i drugą większych dłoni, obejmujących cieniutką talię, zapomnieli.
Zapomnieli o jasnym pudełku z wielbłądem i znajdujących się w nim osiemnastu papierosach. A Camele czekały, jednak tej nocy nikt nie miał zamiaru z nich korzystać.
***
Była pierwsza w nocy, a oni szli ulicą, trzymając się za ręce i cicho śmiejąc. Taehyung uparł się, by odprowadzić młodszego pod blok. Tak więc zmierzali w tylko Jungkookowi znanym kierunku, ze splecionymi dłońmi, opowiadając sobie nieśmieszne żarty i słaby podrywy.
- O czekaj, to będzie dobre! - Starszy zatrzymał się i spojrzał na Jungkooka - Jesteś może adoptowany? - Spytał.
- Nie, a co? - Jungkook naprawdę wiedział, że to będzie jeden z tych nieśmiesznych i cholernie słabych żartów, ale wypowiedziane przez Taehyunga nabierały nowego sensu.
- Bo wyglądasz jakby cię zajebali z muzeum sztuk pięknych - Powiedział poważnie, a młodszy parsknął śmiechem - Wyrwałem cię już?
- Jestem cały twój.
Ale oboje nie wiedzieli, że te słowa wkrótce staną się prawdą.
________
Każdy kolejny rozdział to mały kroczek do mojego ulubionego, wyczekujcie.
Każdy kolejny rozdział to mały kroczek do mojego ulubionego, wyczekujcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz